Seweryn
Podszedłem do półki z książkami. Nasza
matematyczka jest trochę świrnięta. Nie pozwala nam zabierać książek do domu,
ani nawet trzymać ich w szafce. Wszystko przez odpowiedzi na końcu. Twierdzi,
że na pewno będziemy z nich korzystać, dlatego każe nam przepisywać zadania
domowe. To się nazywa być nawiedzonym.
Na półce została ostatnia książka, reszta była młodszej klasy. Wziąłem ją,
będąc pewien, że jest moja. Usiadłem obok czerwonowłosego chłopaka, Chrisa.
Oboje byliśmy beznadziejni z matematyki, więc miło było razem robić za idiotów.
- Otwórzcie książki na stronie
trzydziestej szóstej – powiedziała kobieta swoim przeciągliwym głosem – Zadanie
siódme.
Zacząłem kartkować książkę, ale zauważyłem coś, co do mojego podręcznika nie
pasowało. Zamiast wszechobecnych „karniaków” zobaczyłem mnóstwo rysunków.
Prawie na każdej stronie. Nie wszystkie były dokończone. Pewnie zanim ich
właściciel je skończył, zaczynali robić zadania z kolejnej strony. Niektóre
były zrobione na szybko, z małą ilością szczegółów, ale cieszyły oko. Inne były
już bardziej szczegółowe, gdy tylko właściciel miał więcej miejsca między
zadaniami. Chyba najlepsze z tych rysunków były dwa… akty. Tak, na jednej i na
kolejnej stronie. Na pierwszej goły facet, a na następnej laska. Z dość wieloma
szczegółami…
- Mam nadzieję, że patrzysz na laskę –
zaśmiał się Chris – Właściwie, to komu zajebałeś ten podręcznik?
- Nie wiem, czekaj – mruknąłem i spojrzałem
na pierwszą stronę podręcznika, gdzie zazwyczaj wszyscy się podpisują.
Zobaczyłem zgrabnie zapisane „Kaye”. Prychnąłem. Nie spodziewałem się, że ten
debil ma takie zdolności.
- Czyj? – usłyszałem.
- Tej cioty – stwierdziłem i zaśmiałem
się pogardliwie jednocześnie oglądając jego „dzieła”.
- Pokaż – powiedział rudzielec.
Lecz nagle książka została wyrwana nam z rąk, kiedy to ocenialiśmy kształty
narysowanej dziewczyny. Po czym zostałem mocno uderzony nią w głowę. Który to?!
Oczywiście ten kretyn, Kaye.
- Pozwolił ci ktoś, idioto? – warknął
na mnie cicho – Przepraszam za spóźnienie – powiedział standardową formułkę w
stronę nauczycielki, po czym usiadł przed nami obok swojego kolegi. Nie znoszę
ich. Chris też ich nie znosi. Idioci. No może są najlepsi z matematyki, no i… z
wielu innych przedmiotów. Ale to aroganccy kretyni!
- Sam sobie pozwoliłem, Da Vinci –
prychnąłem.
Nie pamiętam od czego się zaczęło. Już
od początku pierwszej klasy liceum się nie znosimy. Ha! My się nienawidzimy!
Pałamy do siebie czystą antypatią.
Można powiedzieć, że nasza klasa podzieliła się na trzy grupy. Ci którzy są za
mną, ci którzy są za Kaye i może z pięć osób, które są bezstronne. Dlatego nasza
wychowawczyni ma trochę więcej pracy niż inni nauczyciele. Ale takie jawne
okazywanie niechęci do siebie nawzajem sprawia, że żaden z nauczycieli nawet
nie próbuje przydzielić nas do jednej grupy.
Po kilkunastu minutach wyjąłem z
kieszeni telefon. Nie będę słuchał jakiś bzdur. Otworzyłem komunikator. Dobrze,
że wszędzie w szkole łapie wi-fi. Tej jednej osoby nawet nie musiałem szukać.
Okno z jego imieniem było zawsze otwarte.
Ja: Nudy na matmie. Nic nie rozumiem. Nawet nie próbuję.
Błyskawicznie otrzymałem odpowiedź. Już chciałem schować telefon do kieszeni,
kiedy lampka zaświeciła się na zielono, co oznaczało nową wiadomość.
Kajetan: Dobra Sevv, mów co omawiacie.
Ja: Cholera nie wiem. Coś jak…
I przystąpiłem do opisywania wizualnego działań. Pewnie wszystko poplątałem i
Kajetan nawet nie zrozumie o co chodzi.
Kajetan: Ułatwisz sobie, jak zaczniesz liczyć od tyłu. Zapisuj gdzieś na
marginesie wyniki. Później je zamaluj. Matematycy niezbyt pochwalają ten
sposób. Cholernie upierdliwi.
Sprawdziłem tą metodę. Nagle wszystko jest łatwe! No dobra… Łatwe w jakimś tam
minimalnym stopniu.
Kajetan: Możesz też sprowadzić do ułamka zwykłego, ale znając twoje lenistwo,
to nawet nie spróbujesz.
Ja: Och, kochanie jak ty mnie znasz!
Kajetan: Dogłębnie…
Parsknąłem dość głośno, ponieważ starałem się powstrzymać wybuch śmiechu.
Prawie cała klasa (łącznie z matematyczką) spojrzała na mnie pytająco.
- Christopher! Seweryn! Co to za
śmieszki? Natychmiast do… -zawiesiła się na chwilę szukając wolnej ławki.
Zostały trzy ostatnie. Nawiedzona zabrania ich zajmowania – Seweryn do
ostatniej ławki przy oknie, a Christopher przy ścianie.
Jęknąłem zły. Ławka przy oknie. Nie no super! Gorąco od kaloryferów, które
mogłyby piekło ogrzewać i jeszcze światło jebiące po oczach!
Niechętnie wziąłem swoje rzeczy i usiadłem w tej cholernej ławce. Dawała takie
wrażenie większej intymności. Tutaj mogę pisać z kim chcę i nikt nie zauważy.
Oparłem się zadowolony o parapet. Mogę to przypłacić nawet odklejeniem się
siatkówki. Popatrzyliśmy z Chrisem na siebie z uśmiechem. Może i siedzieliśmy
osobno, ale w ostatniej ławce to możemy ściągać masowo. Wszystko lepsze od
drugiej ławki na środku.
Ja: Przez ciebie się zaśmiałem i baba od matmy na mnie naskoczyła!
Kajetan: Odpłacę ci. W naturze.
Zatkałem usta dłonią patrząc na ekran. On zawsze gdzieś wepchnie dwuznaczne
żarty.
Ja: Że worki ziemniaków?
Kajetan: No bez przesady! Tylko zboże.
Po chwili dostałem też wiadomość od kogoś innego. Tym razem SMS.
Twoje kochanie najukochańsze: Było warto!
Od razu domyśliłem się, że to Chris. Cały czas zmienia mi nazwy kontaktów. Przez
to pewnego dnia zadzwoniłem do matki i przywitałem ją słowami „Hej maleńka”.
Popatrzyłem na niego zrezygnowanym wzrokiem.
- Seweryn do tablicy – to zdanie
wyrwało mnie z zamyślenia, a wypowiedziała je oczywiście matematyczka.
Leniwie wstałem i podszedłem do tablicy. Wziąłem w rękę jakiś ogryzek, który
niby miał być kredą, po czym spojrzałem na zapis. Działanie ciągnęło się chyba
w nieskończoność. Oczywiście wykorzystam sposób Kajetana. Problem w tym, że na
tablicy raczej go nie zapiszę. Mówił, że matematycy go nie pochwalają. Zacząłem
liczyć w pamięci, co wyglądało jakbym się zastanawiał nad zrobieniem zadania.
Zajęło to z kilka minut.
- Widzę, że pan Hayer nic nam… -
przerwała, gdy na tablicy pojawił się wynik.
Nic nie powiedziała, więc musiał być prawidłowy! Chyba zaraz się rozpłaczę!
Zgadnijcie, kto jest geniuszem! W dodatku zobaczyłem jaki Kaye jest zszokowany.
Wal się cioto!
- A jakim sposobem to zrobiłeś? –
spytała nauczycielka i nawet się nie musiałem się wysilać, żeby usłyszeć w jej
głosie jad.
- W pamięci, jak pani widzi.
Jej usta w tej chwili zmieniły się w wąską kreskę. Czyżbym trafił w czuły
punkt?
- Więc rozpisz swój tok rozumowania.
Właściwie, to co mi może zrobić? Zapisze jej te cholerne działania. Jak coś, to
wina Kajetana!
Kiedy skończyłem popatrzyłem na nią.
- Siadaj – rzekła, a ja zacząłem żyć
nadzieją, że da mi spokój – Widzę, że ty, podobnie jak Kaye, zaczynasz
posługiwać się metodą liczenia od tyłu. Otóż powiem to ostatni raz. Ta metoda
jest niepoprawna matematycznie. I nikt, ale to nikt nie ma prawa używać jej na
moich lekcjach.
- Przepraszam, że przerwę –
powiedziałem już z ławki – Ale co w niej złego, skoro wyniki wychodzą
prawidłowe?
- Jest prawidłowa tylko w wąskim
zakresie działań. Jeśli zobaczę, że je stosujecie na testach lub nawet podczas
robienia zadań domowych dostaniecie za dane zadanie, całe zadanie, zero
punktów. Zrozumiano? – na te słowa oboje kiwnęliśmy głowami.
Na powrót wyjąłem telefon z kieszeni i
odpisałem Kajetanowi. Tak zleciało mi kilka lekcji. Powstrzymałem się jedynie
na fizyce. Ona również przychodzi mi z trudem. Zresztą jak wszystkie przedmioty
ścisłe, ale strasznie lubiłem nauczycielkę. Była zwyczajnie fajnym
nauczycielem. Na jej lekcjach była cisza, ale jakoś nikt nie odczuwał przed nią
lęku. Zaraz po fizyce była godzina wychowawcza, a po niej do domu!
- Zbliża się Halloween. Z tej okazji
samorząd organizuje noc w szkolę. To będzie z 30 na 31. Jak zwykle zajmują się
tym klasy drugie, ponieważ trzecie przygotowują się do matury. Z każdej klasy
mają być wybrane osoby, które się tym zajmą. Oczywiście na dodatkowe oceny –
powiedziała nasza wychowawczyni.
W tej chwili kilka rąk wystrzeliło w górę. Nawet mi się śni brać udział w
takiej żenadzie.
- Opuście ręce. Mam już kilka typów –
na te słowa kilka osób jęknęło – Spokojnie, reszta chętnych zajmie się
noszeniem stołów i innych rzeczy. Też za dodatkowe oceny. Ale wróćmy do całej
imprezy. Dobiorę was w pięć par. Każda z par zajmuje się jakąś atrakcją w
labiryncie, a wcześniej wraz z innymi klasami go układa. Labirynt zostanie
rozstawiony na dużej sali gimnastycznej. Nasze pięć par ma to szczęście bądź
też nie, że nie zajmują stanowisk, tylko zwyczajnie przechadzają się po
labiryncie w celu straszenia uczniów. Czytam pary…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz