niedziela, 16 listopada 2014

Niechciani bracia część 1

Jest to opowiadanie o tematyce yaoi/shounen ai/gejowskiej. Osoby, które tego nie lubią, radzę nie czytać. Ok ludu. Rozdziały będą minimalne, bo piszę cholernie wolno. Pewnie nawet nie dodam IV, ale mniejsza. Nie przedłużam, bo sama rzadko czytam super długie wstępy.


Seweryn


   Podszedłem do półki z książkami. Nasza matematyczka jest trochę świrnięta. Nie pozwala nam zabierać książek do domu, ani nawet trzymać ich w szafce. Wszystko przez odpowiedzi na końcu. Twierdzi, że na pewno będziemy z nich korzystać, dlatego każe nam przepisywać zadania domowe. To się nazywa być nawiedzonym.
Na półce została ostatnia książka, reszta była młodszej klasy. Wziąłem ją, będąc pewien, że jest moja. Usiadłem obok czerwonowłosego chłopaka, Chrisa. Oboje byliśmy beznadziejni z matematyki, więc miło było razem robić za idiotów.
   - Otwórzcie książki na stronie trzydziestej szóstej – powiedziała kobieta swoim przeciągliwym głosem – Zadanie siódme.
Zacząłem kartkować książkę, ale zauważyłem coś, co do mojego podręcznika nie pasowało. Zamiast wszechobecnych „karniaków” zobaczyłem mnóstwo rysunków. Prawie na każdej stronie. Nie wszystkie były dokończone. Pewnie zanim ich właściciel je skończył, zaczynali robić zadania z kolejnej strony. Niektóre były zrobione na szybko, z małą ilością szczegółów, ale cieszyły oko. Inne były już bardziej szczegółowe, gdy tylko właściciel miał więcej miejsca między zadaniami. Chyba najlepsze z tych rysunków były dwa… akty. Tak, na jednej i na kolejnej stronie. Na pierwszej goły facet, a na następnej laska. Z dość wieloma szczegółami…
   - Mam nadzieję, że patrzysz na laskę – zaśmiał się Chris – Właściwie, to komu zajebałeś ten podręcznik?
   - Nie wiem, czekaj – mruknąłem i spojrzałem na pierwszą stronę podręcznika, gdzie zazwyczaj wszyscy się podpisują. 
Zobaczyłem zgrabnie zapisane „Kaye”. Prychnąłem. Nie spodziewałem się, że ten debil ma takie zdolności. 
   - Czyj? – usłyszałem.
   - Tej cioty – stwierdziłem i zaśmiałem się pogardliwie jednocześnie oglądając jego „dzieła”.
   - Pokaż – powiedział rudzielec.
Lecz nagle książka została wyrwana nam z rąk, kiedy to ocenialiśmy kształty narysowanej dziewczyny. Po czym zostałem mocno uderzony nią w głowę. Który to?! Oczywiście ten kretyn, Kaye. 
   - Pozwolił ci ktoś, idioto? – warknął na mnie cicho – Przepraszam za spóźnienie – powiedział standardową formułkę w stronę nauczycielki, po czym usiadł przed nami obok swojego kolegi. Nie znoszę ich. Chris też ich nie znosi. Idioci. No może są najlepsi z matematyki, no i… z wielu innych przedmiotów. Ale to aroganccy kretyni!
   - Sam sobie pozwoliłem, Da Vinci – prychnąłem.
   Nie pamiętam od czego się zaczęło. Już od początku pierwszej klasy liceum się nie znosimy. Ha! My się nienawidzimy! Pałamy do siebie czystą antypatią. 
Można powiedzieć, że nasza klasa podzieliła się na trzy grupy. Ci którzy są za mną, ci którzy są za Kaye i może z pięć osób, które są bezstronne. Dlatego nasza wychowawczyni ma trochę więcej pracy niż inni nauczyciele. Ale takie jawne okazywanie niechęci do siebie nawzajem sprawia, że żaden z nauczycieli nawet nie próbuje przydzielić nas do jednej grupy.
   Po kilkunastu minutach wyjąłem z kieszeni telefon. Nie będę słuchał jakiś bzdur. Otworzyłem komunikator. Dobrze, że wszędzie w szkole łapie wi-fi. Tej jednej osoby nawet nie musiałem szukać. Okno z jego imieniem było zawsze otwarte.



Ja: Nudy na matmie. Nic nie rozumiem. Nawet nie próbuję.



Błyskawicznie otrzymałem odpowiedź. Już chciałem schować telefon do kieszeni, kiedy lampka zaświeciła się na zielono, co oznaczało nową wiadomość.



Kajetan: Dobra Sevv, mów co omawiacie. 
Ja: Cholera nie wiem. Coś jak…



I przystąpiłem do opisywania wizualnego działań. Pewnie wszystko poplątałem i Kajetan nawet nie zrozumie o co chodzi.



Kajetan: Ułatwisz sobie, jak zaczniesz liczyć od tyłu. Zapisuj gdzieś na marginesie wyniki. Później je zamaluj. Matematycy niezbyt pochwalają ten sposób. Cholernie upierdliwi.



Sprawdziłem tą metodę. Nagle wszystko jest łatwe! No dobra… Łatwe w jakimś tam minimalnym stopniu.



Kajetan: Możesz też sprowadzić do ułamka zwykłego, ale znając twoje lenistwo, to nawet nie spróbujesz.
Ja: Och, kochanie jak ty mnie znasz! 
Kajetan: Dogłębnie…



Parsknąłem dość głośno, ponieważ starałem się powstrzymać wybuch śmiechu. Prawie cała klasa (łącznie z matematyczką) spojrzała na mnie pytająco.

   - Christopher! Seweryn! Co to za śmieszki? Natychmiast do… -zawiesiła się na chwilę szukając wolnej ławki. Zostały trzy ostatnie. Nawiedzona zabrania ich zajmowania – Seweryn do ostatniej ławki przy oknie, a Christopher przy ścianie.
Jęknąłem zły. Ławka przy oknie. Nie no super! Gorąco od kaloryferów, które mogłyby piekło ogrzewać i jeszcze światło jebiące po oczach!
Niechętnie wziąłem swoje rzeczy i usiadłem w tej cholernej ławce. Dawała takie wrażenie większej intymności. Tutaj mogę pisać z kim chcę i nikt nie zauważy. Oparłem się zadowolony o parapet. Mogę to przypłacić nawet odklejeniem się siatkówki. Popatrzyliśmy z Chrisem na siebie z uśmiechem. Może i siedzieliśmy osobno, ale w ostatniej ławce to możemy ściągać masowo. Wszystko lepsze od drugiej ławki na środku.



Ja: Przez ciebie się zaśmiałem i baba od matmy na mnie naskoczyła! 
Kajetan: Odpłacę ci. W naturze.



Zatkałem usta dłonią patrząc na ekran. On zawsze gdzieś wepchnie dwuznaczne żarty.



Ja: Że worki ziemniaków? 
Kajetan: No bez przesady! Tylko zboże.



Po chwili dostałem też wiadomość od kogoś innego. Tym razem SMS.



Twoje kochanie najukochańsze: Było warto! 



Od razu domyśliłem się, że to Chris. Cały czas zmienia mi nazwy kontaktów. Przez to pewnego dnia zadzwoniłem do matki i przywitałem ją słowami „Hej maleńka”. Popatrzyłem na niego zrezygnowanym wzrokiem.

   - Seweryn do tablicy – to zdanie wyrwało mnie z zamyślenia, a wypowiedziała je oczywiście matematyczka. 
Leniwie wstałem i podszedłem do tablicy. Wziąłem w rękę jakiś ogryzek, który niby miał być kredą, po czym spojrzałem na zapis. Działanie ciągnęło się chyba w nieskończoność. Oczywiście wykorzystam sposób Kajetana. Problem w tym, że na tablicy raczej go nie zapiszę. Mówił, że matematycy go nie pochwalają. Zacząłem liczyć w pamięci, co wyglądało jakbym się zastanawiał nad zrobieniem zadania. Zajęło to z kilka minut.
   - Widzę, że pan Hayer nic nam… - przerwała, gdy na tablicy pojawił się wynik.
Nic nie powiedziała, więc musiał być prawidłowy! Chyba zaraz się rozpłaczę! Zgadnijcie, kto jest geniuszem! W dodatku zobaczyłem jaki Kaye jest zszokowany. Wal się cioto!
   - A jakim sposobem to zrobiłeś? – spytała nauczycielka i nawet się nie musiałem się wysilać, żeby usłyszeć w jej głosie jad. 
   - W pamięci, jak pani widzi.
Jej usta w tej chwili zmieniły się w wąską kreskę. Czyżbym trafił w czuły punkt?
   - Więc rozpisz swój tok rozumowania.
Właściwie, to co mi może zrobić? Zapisze jej te cholerne działania. Jak coś, to wina Kajetana! 
Kiedy skończyłem popatrzyłem na nią.
   - Siadaj – rzekła, a ja zacząłem żyć nadzieją, że da mi spokój – Widzę, że ty, podobnie jak Kaye, zaczynasz posługiwać się metodą liczenia od tyłu. Otóż powiem to ostatni raz. Ta metoda jest niepoprawna matematycznie. I nikt, ale to nikt nie ma prawa używać jej na moich lekcjach.
   - Przepraszam, że przerwę – powiedziałem już z ławki – Ale co w niej złego, skoro wyniki wychodzą prawidłowe?
   - Jest prawidłowa tylko w wąskim zakresie działań. Jeśli zobaczę, że je stosujecie na testach lub nawet podczas robienia zadań domowych dostaniecie za dane zadanie, całe zadanie, zero punktów. Zrozumiano? – na te słowa oboje kiwnęliśmy głowami.
   Na powrót wyjąłem telefon z kieszeni i odpisałem Kajetanowi. Tak zleciało mi kilka lekcji. Powstrzymałem się jedynie na fizyce. Ona również przychodzi mi z trudem. Zresztą jak wszystkie przedmioty ścisłe, ale strasznie lubiłem nauczycielkę. Była zwyczajnie fajnym nauczycielem. Na jej lekcjach była cisza, ale jakoś nikt nie odczuwał przed nią lęku. Zaraz po fizyce była godzina wychowawcza, a po niej do domu! 
   - Zbliża się Halloween. Z tej okazji samorząd organizuje noc w szkolę. To będzie z 30 na 31. Jak zwykle zajmują się tym klasy drugie, ponieważ trzecie przygotowują się do matury. Z każdej klasy mają być wybrane osoby, które się tym zajmą. Oczywiście na dodatkowe oceny – powiedziała nasza wychowawczyni.
W tej chwili kilka rąk wystrzeliło w górę. Nawet mi się śni brać udział w takiej żenadzie.
   - Opuście ręce. Mam już kilka typów – na te słowa kilka osób jęknęło – Spokojnie, reszta chętnych zajmie się noszeniem stołów i innych rzeczy. Też za dodatkowe oceny. Ale wróćmy do całej imprezy. Dobiorę was w pięć par. Każda z par zajmuje się jakąś atrakcją w labiryncie, a wcześniej wraz z innymi klasami go układa. Labirynt zostanie rozstawiony na dużej sali gimnastycznej. Nasze pięć par ma to szczęście bądź też nie, że nie zajmują stanowisk, tylko zwyczajnie przechadzają się po labiryncie w celu straszenia uczniów. Czytam pary…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

SZABLON