czwartek, 25 grudnia 2014

Niechciani Bracia rozdział 6

Kilka słów od autorki: Kolejna część pojawi się dopiero 10 stycznia, nie bijcie!
Dobra, dalej czytać nie musicie, bo teraz tylko usprawiedliwienie. Jestem leniwa i wciąż brak mi weny, to po pierwsze. Zawiesiłam się w tym opowiadaniu. Zaczęłam pisać nowe, o zupełnie innej tematyce. Może i bym je dodała, ale mogę się pogubić.
Także ten czas wolny muszę poświęcić na inne opowiadanie, które chcę wysłać na konkurs. Dotyczy ono OOBE, ale przecież nie będę teraz opowiadać. Może jak skończę, to dodam. Jeszcze przymierzam się do konkursu, w którym należy zrobić recenzje danej mangi, anime. Sama jeszcze nie wiem czy się podejmę.
A teraz kolejna część!
Ja: Dziś już się wyprowadzam. Czuje się okropnie.

Taką wiadomość wysłałem Kajetanowi ze załączonym zdjęciem mojego pustego pokoju.

Kajetan: Oj nie przesadzaj. Będzie ok. Do mnie też się wprowadzają. To przez więź.

Razem z Kajetanem twierdzimy, że łączy nas jakaś braterska więź. Zupełnie jak z bliźniakami. W tych samych momentach przeżywamy to samo. To trochę podejrzane. Lecz już pytałem moją matkę, czy nie miała przypadkiem jeszcze jednego dziecka, ale zaprzeczyła patrząc na mnie jak na idiotę.

Ja: Gdybym miał się wprowadzić do ciebie, to obu nam byłoby dobrze. Ale ty musisz mieszkać na drugim końcu kraju.
Kajetan: Chętnie się do was wprowadzę. Mogę z tobą spać i potajemnie zjadać sardynki z lodówki.
Ja: Spać ze mną możesz nawet bez wprowadzania się.
Kajetan: Propozycja nie do odrzucenia. Wynajmijmy jakiś hotel.
Ja: Jasne. Dla ciebie zmienię nawet orientacje. XD

Uśmiechnąłem się rozmawiając z Kajetanem. Jakiś pozytywny element tego dnia. Na prawdę chciałbym z nim zamieszkać. Zaspokajałbym jego chore upodobanie do zjadania ryb, wreszcie ktoś rozumiałby mój gust muzyczny i moglibyśmy robić maratony filmowe. Gdyby był dziewczyną, to bym z nim był, bo tak świetnie się rozumiemy.

Kajetan: Po co chcesz zostać hetero? XD
Ja: Ja już jestem hetero, mistrzu! XD
Kajetan: No teraz to już przesadziłeś! Zrywam z tobą! I nie pokazuj mi się więcej na oczy!
Ja: Oj kochanie, to tylko chwilowa choroba! Powinieneś mnie wspierać wysyłając swoje nagie zdjęcia!

Nie żebyśmy wysyłali sobie kiedyś nagie zdjęcia. No dobra, było kilka zdjęć w samej bieliźnie. Ale tylko kilka! Śmialiśmy się całą noc i wciąż robiliśmy sobie dziwaczne zdjęcia. Kajetan wyglądał naprawdę seksownie. Nie jestem gejem, ale on jest strasznie… no wiecie. Jestem w drużynie koszykarskiej i pewnie chętnie wzięlibyśmy go do nas. Bardzo wysoki i widocznie wysportowany. Ale z tego co wiem, to on nienawidzi koszykówki. Dla mnie to grzech niewybaczalny, ale niech mu już będzie.
   - Seweryn kochanie, za dwie godziny wychodzimy! – usłyszałem krzyk mojej matki – Umyj się, ubierz i co tam chcesz!
Wstałem leniwie w łóżka i ruszyłem do łazienki. Zostało tu jeszcze kilka rzeczy. Zamknąłem drzwi, rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Odskoczyłem od strumienia, gdy ze słuchawki prysnęła zimna woda.

   Było już ciemno, kiedy podjechaliśmy pod dom. Wydawał mi się dziwnie znajomy. Wysiadłem z auta, a z bagażnika zabrałem walizkę, w której była resztka rzeczy. Głównie szczoteczka i inne tego typu przedmioty, które musiałem zapakować na końcu. Powiem nieskromnie, że wyglądam dziś nieziemsko i mam nadzieję, że spotkam jakąś seksowną kuzynkę.
   - Cześć wam – przywitał się Oscar. Pocałował moją mamę lekko w policzek i zabrał jej walizkę – Zaraz powinni zejść po pudła.
Staliśmy chwilę. Mama rozmawiała z Oscarem o przyjęciu. Po chwili pojawiły się dwie postacie. Z początku ich nie rozpoznałem, ale później…
   - O kurwa – powiedziałem. A raczej powiedzieliśmy równocześnie. Jestem w stuprocentowym szoku.
   - Ej chłopaki, kultury trochę – wtrąciła moja mama – Co to miało znaczyć?
On otrząsnął się trochę szybciej niż ja.
   - Nic, po prostu jesteśmy trochę zaskoczeni. Znamy się – powiedział uśmiechnięty.
   - To świetnie! – zawołał Oscar.
   - To ja Seweryna zaprowadzę – rzekł z uśmiechem, jakby to była jakaś frajda.
Co tu robi Kaye?! Co pytam?!
   Przeprowadził mnie przez korytarz, który świetnie znałem. Sprzątałem go wczoraj!
   - Czy… Czy ty tu mieszkasz? – wyjąkałem przerażony.
   - Ja też nie jestem zbytnio zachwycony, ale przynajmniej udawaj, że wszystko jest cudownie i wcale nie chcemy się nawzajem zabić.
I on mówi to z takim spokojem! Ja nie chcę z nim mieszkać!
Zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju i zamknął drzwi. Paczkę położył na ziemi, a walizkę obok niej.
   - Siadaj gdziekolwiek –jęknął, a sam usiadł przy biurku widocznie załamany.
Przysiadłem na brzegu łóżka posłusznie.
   - Posłuchaj mnie – zaczął – Tego, że będziemy razem mieszkać nic raczej nie zmieni. Więc nie próbuj żadnych sztuczek.
   - Niby jakich sztuczek? – mruknąłem.
   - Jakiejś… próby zniszczenia tego związku czy to tam jeszcze możesz wymyślić – powiedział, jakby nie mogło mu to przejść przez gardło.
Właściwie niezły pomysł. Matka by się wyprowadziła, ja też. Choć nie wiem, czy dałbym radę to zrobić. Wiecie… gdzieś głęboko jestem dobrym człowiekiem. No chyba że widzę Kaye, a właśnie go widzę.
   - Dzięki za pomysł, przyda się –prychnąłem – Lepiej byłoby sprawić, że wywaliliby cię z domu. Albo cię zabić. To jeszcze lepsze.
   - Zabić to ja się mogę, gdy na ciebie patrzę – powiedział z obrzydzeniem.
Pff! Doskonale wiem, że wyglądam dziś seksownie. Niczym rozebrany Kajetan, tylko że ja jestem ubrany.
   - Kaye! Co ty na to, żeby zamieszkać w jednym pokoju. To z pewnością sprawi, że lepiej się poznamy – rzekłem tak, jakbym gadał przy mojej mamie i Oscarze. Byłbym skłonny oddać taką ofiarę, żeby tylko on cierpiał katusze. Nawet jeśli ze mną.
   - Spokojnie, pierwszy tydzień spędzisz ze mną, obita mordo – zaśmiał się uroczo.
Co?! Ja już wolę spać w salonie, niż w tym zasyfionym burdelu! W dodatku w tym burdelu śpi Kaye. Pełen skład. Aż mi się niedobrze robi.
No i moja morda nie jest aż tak obita. Z dwa siniaczki. Wielkie halo.
   - Śpię u twego boku, bo ty śpisz na ziemi.
Uśmiechnąłem się do niego wrednie. Z pewnością Oscar kazał mu oddać mi łóżko. Jestem tego pewien. On tylko westchnął patrząc na monitor.
   - Dobra Da Vinci, pomóż mi się lepiej rozpakować i zrób mi tosty – powiedziałem po chwili.
   - Chcesz mieć czas, żeby uwiesić mi się na szyi? – przypomniał Kaye z kpiną w głosie.
Och nie musi już tak rozpamiętywać. To była chwilowa potrzeba. Nie wiem po kim mam takie dziwne coś. Zakładam, że to wina Kajetana. Zawsze wszystko to jego wina, taka prawda.
   - Mówiłem ci, że to była tylko chwilowa potrzeba. Byłeś najbliżej, więc co miałem zrobić? Ale nie bój się, już więcej mi się to nie przytrafi – prychnąłem i otworzyłem pierwszy karton.
   - No bez przesady. Będziesz tu z sześć dni. Nie musisz zaśmiecać mi pokoju, który dopiero sprzątałem – mruknął.
   - Ty sprzątałeś?! Całą robotę odwaliłem za ciebie, leniu! Przez ciebie wyglądam jak wyglądam! – zakrzyknąłem wskazując na obitą twarz.
   - Już miałem zadzieję, że ktoś cię pobił – zacmokał.
Zaraz to ja jego pobiję. Jak można być takim chamem?! Ja mu sprzątam, wykończony wracam do domu i jeszcze dostaje wpierdol, a on ma to gdzieś?
   - Bo mnie pobił kretynie. Gdybym się u ciebie nie szlajał, to by do tego nie doszło.
   - Gdybyś nie wyglądał jak ciota, to też by do tego nie doszło – zaśmiał się.
   - Uczę się od najlepszych – rzekłem pogardliwie i zmierzyłem całą jego sylwetkę wzrokiem.
   - Sugerujesz coś, gnido?
Mierzyliśmy się wzrokiem tak długo, aż mrugnąłem. Oczy tak mnie już bolały, że zacząłem łzawić. Białowłosy popatrzył na mnie z wyższością. No tak, nie ma to jak nasze dorosłe rywalizacje.
   - Chłopcy może byście nam pomogli? – usłyszeliśmy krzyk na dole, który należał do mojej matki.
Zwlekliśmy się po schodach i weszliśmy do kuchni. Była chyba w każdym miejscu jednocześnie. Biegała, jakby ją stado psów goniło. Lizzy stała tylko przy blacie i kroiła warzywa. Po chwili wbiegł Oscar z jakimiś siatkami, które postawił na stole w kuchni. Właściwie był to lekko podwyższony blat, a przy nim dwa wysokie krzesła, które wyglądały jak takie w barach.
   - Co mamy robić? – spytał od niechcenia.
   - Obrus załóżcie, talerze rozłożone muszą być. No nie mało tu roboty, a za pół godziny mają już przyjść – odpowiedziała moja matka.
   Wszystko w mig przygotowaliśmy. Goście zaczęli zjawiać się już wcześniej. To była pierwsza impreza rodzinna, na której nie było multum ciotek, które mówiłyby „Jak cię ostatni raz widziałam, to byłeś taki maleńki.” Właściwie sami znajomi i przyjaciele mamy i Oscara. Musieliśmy nawet dostawić kilka krzeseł do stołu w jadalni, bo tyle ludzi było. Właściwie to gospodarze nawet na chwilę nie spoczęli. Latali tam i z powrotem. Najlepsze było to, że dla nas (mnie, kretyna i jego ładnej siostry) zabrakło miejsc. Więc musieliśmy pozostać w kuchni. Ja i Lizzy siedzieliśmy przy stole, a Kaye stał oparty o blat po mojej prawej. Był widocznie niezadowolony tym faktem. Chciał stać od strony siostry, ale moja mama wciąż go stamtąd przeganiała, żeby mieć dostęp do mikrofalówki. Tak więc oboje byliśmy niezadowoleni. Może to trochę przesada, ale on wysyła jakieś złe fale. Aż chce się go wyrzucić za okno.
Dostaliśmy jakieś mięso z czymś jeszcze. Nie wiem, co to było, ważne że smaczne. Zjadłem błyskawicznie. Czekałem na deser miedzy czasie oceniając kształty siostry tego idioty. No nie powiem, za rok, dwa już będzie niezłą laską.
   - Mógłbyś przestać patrzeć na mnie tym łakomym wzrokiem? – spytała spoglądając na mnie.
Kaye parsknął cicho zakrywając usta.
   - Powinno ci to pochlebiać.
   - Nie jestem deserem – rzekła spokojnie.
Białowłosy był widocznie dumny z dziewczyny . Jaki brat, taka siostra. Tylko że on jest brzydki jak noc. I ma białe włosy, jak jakiś debil.
   - Wiesz… Moim możesz zawsze zostać – powiedziałem nonszalancko.
Wiem, że wyglądam seksownie, a z tym głosem, to każda na mnie poleci. No może z pewnym wyjątkiem…

I jeszcze na końcu się wepcham. ^^
Jeśli ktoś przeczytał, to zachęcam do komentowania. Oceniajcie, krytykujcie, mówicie co wam się podobało, a co nie koniecznie.
Informacja o nowym opowiadaniu 
(Tak, piszę nowe. Ja tak zawsze. Kobieta zmienną jest. Powinnam zająć się one-shotami, ale nie umiem zamknąć fabuły w jednym rozdziale.):
Yenera to dziewiętnastoletni chłopak. Jest demonem ognia, pochodzi z Yamenu, służy w armii, prowadzi spokojne życie flirtując z przełożonym i wszystko jest dobrze do pewnego dnia. Przenosi się w obce miejsce, jest bity i głodzony. Później pamięta ledwie urywki zdarzeń. Zaczyna wszystko rozumieć dopiero z dniem, kiedy jest wystawiony na aukcji żywym towarem.
Jeśli kogoś zaciekawiło, bądź nie zaciekawiło, ale myśli, że dobrym pomysłem będzie dodanie go na bloga, to napiszcie w komentarzu lub na asku (bo tak pewnie wygodniej) @papilioetfuge

4 komentarze:

  1. Rozdział przeczytany, tego się właśnie spodziewałam xD Ciekawe co z wyniknie z zaistniałej sytuacji... No cóż! We(ł)ny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chcę więcej! Koniecznie! Bardzo pragnąć ciągu dalszego! *kiedy oni się wreszcie przeruchają* czyli coś z serii "szepty w Twojej głowie".
    Nowe opo brzmi ciekawie. To yaoi, prawda? Dodaj na bloga, śmiało xd
    Weny~!

    OdpowiedzUsuń
  3. + to chyba oczywiste, że Kajetan to jednocześnie Kaye :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Mam nadzieje, że dodasz kolejny rozdział tego opowiadania. Jest sups :F

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

SZABLON