Druga część, bo już nie mogłam się doczekać, żeby to opublikować. Dzień przed terminem, ale to chyba dobrze. Ostrzegam też, że w moich opowiadaniach jest zawsze dużo przekleństw. Czasami za dużo, ale staram się je ograniczać. No ale wiecie, to nastolatkowie, oni wciąż przeklinają. Ale już zapraszam do lektury (tradycyjnie strasznie krótkiej, ale po 6 dniach to jest coś!)
Po chwili już kompletnie się wyłączyłem. Jak
będę w tych „kilku typach” zwyczajnie odmówię. Nie mam zamiaru wydurniać się w
stroju szkieleta.
- A parą, która nie ma prawa się
wycofać jest Seweryn i Kaye.
- CO?! – zawyliśmy oboje.
Kobieta uśmiechnęła się lekko, ale nie ironicznie.
- Wyjdźmy na chwilkę na korytarz. A
reszta klasy w tym czasie ma zająć się odrabianiem zadań domowych.
Wstałem niedowierzając.
Ja: O kurwa.
Tylko taką wiadomość zdążyłem wysłać Kajetanowi zanim doszedłem do drzwi.
Stanęliśmy w trójkę na korytarzu. Ja i Kaye zmierzyliśmy się wrogim wzrokiem.
Przeniosłem spojrzenie na dość młodą nauczycielkę. Biedna… Jest to jej pierwsza
klasa, a ja i ta ciota w niej jesteśmy.
- Za nic nie będę z nim w parze –
odezwałem się pierwszy.
- Posłuchajcie mnie. Rodzice innych
uczniów się na was skarżą. To jest ostatnia szansa na pogodzenie się. Nie chcę
od razu zmuszać was do wielkiej przyjaźni, bo wiem, że to raczej nie możliwe –
rzekła z lekkim uśmiechem – Wystarczy, że skończycie wciąż się wyzywać i przepychać. Obojętność będzie całkowicie
wystarczalna. Jak nawet czasem się do siebie odezwiecie jak znajomy ze
znajomym, to bądźcie pewni, że na waszym świadectwie w rubryce „zachowanie”
pojawi się wzorowy.
Białowłosy kretyn westchnął, po czym się odezwał:
- Ale żeby od razu dać nas razem do
labiryntu? – jęknął – Niech pani spojrzy na to z innej strony. To raczej w
żadnym stopniu nas do siebie nie… zbliży – ostatnie słowo wręcz wypluł –
Przyjdziemy po prostu w strojach do szkoły, rozejdziemy się. Nawet się nie
spotkamy, żeby zorganizować jakieś rekwizyty. Jak pani tak koniecznie chce, to
dobra, ale to nie ma żadnego sensu.
- Dobrze chłopcy, widzę, że ta rozmowa
zabierze nam trochę więcej czasu. Pójdźcie do sali dziewięć. Tam w spokoju
porozmawiamy.
Więc ruszyliśmy do wyznaczonego pomieszczenia. Oczywiście każdy inną drogą.
Kiedy się pod nim spotkaliśmy zmierzyliśmy się tylko jadowitym wzrokiem. Ja
usiadłem pod ścianą i wyjąłem telefon. Właściwie Kaye zrobił to samo, tylko że
on oparł się o ścianę naprzeciwko.
Nagle dostałem wiadomość.
Kajetan: Czuję to samo.
Ja: Właśnie zjebano mi najbliższy tydzień. Aż nie chce mi się opowiadać.
Kajetan: Rozumiem. Ja też. To przez tą naszą telepatyczną więź, braciszku.
Ja: Jak kiedyś wreszcie się spotkamy, to ci wpierdolę za tą więź. Same przez to
problemy. XD
- Chłopcy już jestem – odezwała się
nauczycielka z kluczem w rękach. Wstałem powoli, odpisałem Kajetanowi, że muszę
już iść, po czym wszedłem do sali – siądźcie w pierwszej ławce.
Posłusznie usiedliśmy obok siebie, a nauczycielka przysunęła sobie do nas
krzesło.
- Więc o co chodzi? Nie chcę tu za
długo siedzieć. Mam autobus – burknąłem, po czym ostentacyjnie odsunąłem się od
Kaye najbardziej jak się da.
- O to nie musisz się martwić.
Powiedzcie mi, od czego to się zaczęło – popatrzyliśmy na nią niezrozumiale, a
ona dodała – te kłótnie, bójki.
Prychnąłem.
- Jeśli sporadyczne nazwanie go
kretynem, którym rzecz jasna jest, nazywa pani kłótnią, to chyba pani w życiu
prawdziwej kłótni nie widziała – stwierdziłem i zacząłem kiwać się na krześle z
rękami skrzyżowanymi na piersi.
- Sporadyczne? Nie ma momentu, w
którym jesteście w jednym pomieszczeniu i nie obdarzycie się pogardliwym
spojrzeniem lub się nie wyzwiecie.
Podparłem się znudzony o ręce.
- Przestańmy bawić się w psychologa –
powiedział Kaye.
Za często używam jego imienia. „Debil” lepiej do niego pasuję. Wyciągnąłem z
kieszeni telefon. Dobrze, że Debil siedział od strony nauczycielki, a nie ja.
Ja: Wiesz co bracie? Spotkajmy się jak najszybciej, bo zaraz się zabije.
- Seweryn, jeśli myślisz, że siedząc
metr ode mnie, ukryjesz to, że właśnie z kimś piszesz, to się mylisz – odezwała
się wychowawczyni.
- Ja nie staram się tego ukryć. Nie
wiem, w jakim celu tu się spotkaliśmy, ale niech pani będzie pewna, że to bez
sensu.
- Zauważyłam, że wcale się na starasz.
Praktycznie na każdej lekcji wychowawczej z kimś zawzięcie piszesz. Mogłabym
wiedzieć z kim?
Miałem niezwykłą ochotę, aby powiedzieć, że z Johnem lat 40, ale musiałem się
powstrzymać. Zapewne jeszcze zawołałaby do szkoły moją mamę.
- Z bratem – mruknąłem.
Popatrzyła na mnie wzdychając. Zapewne świetnie wie, że jestem jedynakiem. No
ale Kajetan jest dla mnie jak brat. Piszemy ze sobą codziennie, narzekamy na
siebie, kłócimy się, żeby po chwili znów się pogodzić. Właściwie nigdy nie
widziałem jego twarzy, a on mojej. Stwierdziliśmy, że nie chcemy psuć sobie
tego wymyślonego wizerunku. To ten moment, kiedy czytasz książkę i widzisz
postać w swojej wyobraźni, a nagle oglądasz film, gdzie ona wygląda zupełnie
inaczej. Ale już dzwoniliśmy do siebie bez kamerki, więc w miarę znam jego
głos. Pewnie przez komunikator nieco się zmienił, ale to nie ważne. Planujemy
się kiedyś spotkać. Półtorej roku to chyba wystarczający czas. Będzie ciekawie
wreszcie go zobaczyć. Jedyne co wiem, to to, że jest wyskoki i ma jakieś
przydługie włosy. Tyle wywnioskowałem z rozmowy.
- Ale wróćmy do tematu. Dlaczego tak
się nie znosicie? – rzekła.
- Niech pani na niego popatrzy –
powiedział ten debil i wskazał na mnie ręką – Cham, kretyn, zero kultury.
- Morda Da Vinci – warknąłem i
odtrąciłem jego rękę – Choć chyba bardziej pasujesz do Michała Anioła. Też
lubisz rysować gołych facetów.
- Za to ty lubisz sobie do nich
zwalać. Zakładam, że stąd te wszystkie spojrzenia kierowane na mnie w szatni.
- Za wysokie progi, na twoje nogi.
Lepiej zabawiaj się ze swoim kurdupelskim kolegą, pizdo.
- Cisza! – krzyknęła nauczycielka –
Nie przy mnie takie słownictwo! Nie chcecie się pogodzić – dobrze. W takim
razie zadbam, abyście na każdej lekcji siedzieli razem, razem robili projekty,
nawet na wfie ćwiczyć będziecie razem. Poczujecie się, jakbyście mieszkali w
jednym domu.
- Pani nie kracze – mruknął białowłosy.
- To jest jakaś jebana kpina –
powiedziałem, wstałem i wyszedłem.
Spotkanie może trwało z kilka minut, ale mi to wystarczy. Poszedłem do klasy,
wziąłem swój plecak, powiedziałem Chrisowi, że idę na przystanek i wyszedłem ze
szkoły. Nie obchodzi mnie to, że lekcja jeszcze się nie skończyła. Kurtkę
założyłem na zewnątrz, choć wcale nie było zimno. Zwyczajnie nie chce mi się
jej nosić w ręce.
Na przystanek pobiegłem, jak to mam w zwyczaju. Ostatnio Chris postanowił
poprawić swoją kondycje, żeby mieć choć trochę lepsze oceny z wfu. Niby chudy,
więc powinien być szybki i tak dalej, ale on jest całkowitym zerem. Więc robię
za jego osobistego trenera. Zwłaszcza, że szkoda mi naszego nauczyciela, który
musi patrzeć na marne wyczyny mojego rudego przyjaciela. Tak więc biegniemy do
przystanku, a później do kolejnego. Przydatne, bo ostatnimi czasami Kaye i jego
giermek zaczęli jeździć autobusem.
Usiadłem na jednym końcu ławki. Ten dzień jest kompletnie do dupy. Kilka minut
i już jestem udupiony do końca roku! Siedzenie z ciotą. O niczym innym nie
marzyłem.
Nagle przypomniało mi się, że przecież
za tydzień mam się przeprowadzić. Cóż… Moja mama koło trzech lat temu poznała
faceta. Teraz mamy się do niego przeprowadzić. W życiu go na oczy nie
widziałem, bo wciąż omijam nasze „rodzinne” spotkania. Na myśl o tym, że ja,
cudowny jedynak, mam mieć jakieś rodzeństwo, czuje się słabo. Szkoła już się
jebie, czas na życie prywatne. Czy ja już dramatyzuję?
Wyjąłem telefon i zobaczyłem nową wiadomość od Kajetana.
Kajetan: Cały czas cię do tego namawiam. Gdzie i kiedy?
Mogę dziękować niebiosom, że mam chociaż jego i w razie problemów mogę na niego
liczyć.
Ja: Matko! Rozklejam się na przystanku! Przyjdź najlepiej teraz, bo jeszcze się
rozpłaczę w miejscu publicznym. To zhańbi moje szlacheckie korzenie!
Wymierzyłem sobie mentalnego policzka. Nie! Ja w rzeczywistości jebnąłem się w
ryj! Żebym zapamiętał! Zdecydowanie za dużo melancholijnej muzyki.
Po minucie na przystanku pojawił się
też Kaye. Usiadł na drugim końcu ławki nic nie mówiąc. Czekałem na Chrisa, aby
wreszcie pobiec na ten cholerny przystanek. Zastanawiam się, gdzie będę
mieszkał po przeprowadzce. Czy będę jeździł do domu jeszcze dłużej? Podobno
dzieci tego kolesia mają iść do tego liceum, w którym ja jestem, więc to raczej
nie jest drugi koniec miasta.
- Romeo, dlaczego ty jesteś Romeo?! –
usłyszałem krzyk z mojej lewej strony. Chris, któżby inny?
Już wstawałem, bo przecież mieliśmy biegać, kiedy zobaczyłem, jak kuleje. Jakby
co najmniej przed chwilą wpadł pod tramwaj. Kolejna wymówka?
Kiedy już do mnie dokuśtykał, usiadł i
jęknął.
- Biegniemy. I nie wymyślaj kolejnej
skręconej kostki. Są idealne warunki – warknąłem.
- Ale mnie cholernie noga boli. Chyba
się poharatałem – powiedział smutno i zaczął podwijać spodnie. Że też dzisiaj
musiał ubrać jakieś węższe.
Przykucnąłem przy nim pomagając mu podciągnąć nogawkę. Syknąłem, gdy zobaczyłem
całą ranę. Na prawie całej długości łydki miał zdartą skórę do krwi. Oj będzie
boleć.
Chris na szczęście zawsze miał ze sobą coś z wyposarzenia apteczki. Tabletki
przeciwbólowe, tabletki na gardło, trochę bandaża, gaziki, plastry i mały
pojemniczek, do którego przelewał wodę utlenioną. A dlaczego? On jest jakimś
życiowym pechowcem. Wyobraźcie sobie, że Chris ma raz przebiec (załóżmy, że
umie biegać) boisko piłkarskie. Od jednego boku do drugiego. Na tym boisku leży
jeden, jedyny kamień. A teraz zagadka: O co wyjebie się Chris?
A więc, a więc, witam Ogródek z musztardą. Nie mogę normalnie, ale to jest zajebista nazwa. Serio, siedzę, gapię się w ekran i szczerzę mordę. Tak, cierpię na nieuleczalne spaczenie mózgowe, które sprawia, że jarają mnie dziwne rzeczy. A schizy? Kocham. I nic na to nie poradzę niestety.
OdpowiedzUsuńNo, ale wracając do sedna.
Na blog trafiłam przez przypadek. Na początku chciałam zostawić komentarz zbiorczy pod Slowly Falling Down, ale zmieniłam zdanie, kiedy zobaczyłam, że inny autor. Mam tylko nadzieję, że pomimo, iż nie jest to najnowszy post, Ogródku, przeczytasz ten komentarz.
To ja może zacznę od Lolitki jako, że wywarła na mnie największe wrażenie.
Od razu zaznaczę, że początkowe wrażenie miałam bardzo trudne do opisania. To znaczy wrażenie po przeczytaniu wstępu "od autorki" bez zagłębienia się w treść. No bo... yuri? Serio, wszystko tylko nie to. O ile yaoi kocham, to za yuri nie przepadam i w pierwszej chwili miałam ochotę uciec sprzed ekranu. Może to wina tego, że ja naprawdę nie spotkałam się do tej pory z yuri, które byłoby na tyle dobre, by mnie do siebie przekonało, a jedyne yuri animowane, które kiedyś obejrzałam zabiło mnie i wyrzygało. Głównie przez kompletny brak fabuły, więc może też trochę stąd to uprzedzenie, niemniej nie znalazłam do tej pory opowiadania yuri, które w jakikolwiek sposób by mnie wciągnęło. Dlatego też, po kilku próbach zrezygnowałam z czytania tego typu tekstów. Bo po co, skoro mi się to nie podoba?
W pierwszej chwili, kiedy przeczytałam Twój wstęp miałam ochotę uciec sprzed ekranu. Ale potem patrzę; taki krótki ten tekst i to tylko jednopartówka, może nie umrę od tego?
Ostatecznie postanowiłam, że zacznę czytać, w razie czego najwyżej przerwę.
Czytam, czytam, czytam.... i nagle dochodzę do końca. Tak, przeczytałam całe. I tak, wciągnęłam się. I nie, to co powiedziałam na początku nie było w żadnym razie kłamstwem, naprawdę nie przepadam za yuri. Ale w Twoim się normalnie zakochałam.
To było wręcz idealne yuri. Opisy przeżyć wewnętrznych, które tak bardzo kocham, pojawiające się na każdym kroku, całość pisana w dodatku niezwykłym, zapadającym w pamięć stylem. Prawdziwe cudo. Urzekło mnie niezmiernie, pierwszy raz w życiu spodobało mi się jakieś yuri. Ogórek, naprawdę napisałaś je tak niezmiernie dobrze, że mogłabym się nim zachwycać jeszcze długo. Mam zwyczaj przytaczania cytatów, które najbardziej mnie urzekły, ale w tym przypadku musiałabym chyba przytoczyć cały tekst, bo jest po prostu genialny. Choć nie, jednak nie mogę sobie trzech z nich odpuścić, no po prostu nie mogę, są zwyczajnie zbyt piękne.
1. "Skradłam twój pierwszy pocałunek, twój pierwszy raz, lecz jednego nie mogę przeżyć. Nie skradłam twojej pierwszej miłości."
Niby taki zwykły opis, ale mnie on cholernie urzekł. Bo był taki prawdziwy, przepełniony szczerymi uczuciami. Cholera, naprawdę mi się spodobał.
2. "Zaczęłyśmy tańczyć, a wraz z nami płatki śniegu. Bez muzyki, bez rozmowy. Tylko my.
Wtedy zaczęłam płakać. Przypomniały mi się te lata, gdy śniłaś mi się wirująca w śniegu."
OMÓJBOŻETRZYMAJMNIEBOZARAZMNIECOŚSTRZELI
Ten opis był tak piękny, że aż mam ochotę czytać go w kółko. Serio, przeczytałam go więcej niż raz. Bo jest naprawdę cudowny.
3. "Poeci przez wieki próbowali definiować miłość. Jednak to uczucie jest tak niezwykłe, że to nie możliwe. Nie możliwe jest opisanie miłości."
UsuńZawsze waham się przy opisach miłości. Niby każdy definiuje ją inaczej i tak ciężko ją poprawnie opisać. Sama czasem mam z tym problemy. Uwielbiam je czytać, ale zawsze potem się długo zastanawiam, czy opis ten jest trafny. A ten tu, u Ciebie no po prostu niezwykle trafny. Zgadzam się z nim w pełni. W sumie można by się kłócić, czy można go w ogóle opisem nazwać, ale mnie się w każdym razie podoba. To najlepszy fragment Loliki moim zdaniem.
Co do błędów. Ciężko w tak krótkim tekście zrobić jakieś znaczące błędy i Ty faktycznie ich nie zrobiłaś. Ot, jakieś przecinki, których nie ma tam, gdzie być powinny, ale żadnych innych pomyłek nie wykrył mój radar. Może były, ale jeśli tak to zbyt się wciągnęłam, żeby je zauważyć, za co duży plus dla Ciebie.
Podsumowując Lolitkę;
cudo, cudo i jeszcze raz cudo, zakochałam się w tym tekście, jest po prostu niezwykły. Chętnie przeczytałabym jeszcze coś napisane podobnym stylem.
A teraz przejdę do Niechcianych Braci.
Cóż, to że yaoi wielbię i wysławiam pod niebiosa, dziękując temu kto to stworzył, za to że to zrobił, to już mówiłam na początku (choć może nie opisałam moich uczuć względem yaoi tak barwnie jak robię to teraz), więc to już wiesz. Yaoi przyjmę w każdej postaci, czy jest to tekst własny, czy fanfiction (nawet jeśli za paringiem nie przepadam - bo YAOI TO YAOI) i naprawdę rzadko się zdarza, żebym na wstępie mogła się do jakiegoś tekstu yaoi zrazić. Wiadomo, jedne są lepsze, inne gorsze, ale naprawdę ciężko napisać coś, co od razu sprawiałoby, że miałabym ochotę wyrzucić laptopa przez okno, umierając na porażenie oczu pachnącą tandetą sieczką, co zdarza mi się czasem przy tekstach z innych gatunków. Ale to, że ciężko mnie zrazić, nie oznacza, że nad każdym tekstem yaoi będę skakać, opiewając jego wspaniałość. Właściwie to nie tak łatwo mnie zadowolić. Mam dosyć wymagającą wyobraźnię.
To, co od razu rzuciło mi się w oczy, w NB to za dużo przekleństw. Nic do nich na codzień nie mam, właściwie "kurwa" to słowo, które bardzo moje struny głosowe i ośrodek mowy, zresztą z wzajemnością. Ale w tym tekście, a raczej w drugim rozdziale jest tych kurwo-pochodnych słów zdecydowanie za dużo. I nie chodzi mi tu o dialogi, ale o myśli postaci. Tak, wiem wspominałaś, że nastolatkowie tak mają. I tu się zgodzę, ale w odniesieniu do dialogów. Natomiast w myślach postaci, czasem przesadzasz. Weźmy np. takie zdanie: "Ten dzień jest kompletnie do dupy. Kilka minut i już jestem udupiony do końca roku!"
Serio? Czy ta "dupa" była Ci potrzebna aż dwa razy? Jak powiedziałam, nie mam nic do przekleństw, ale w tym konkretnym przypadku psuje to wrażenie, jakie wywiera całość tekstu. Także zwróć na to następnym razem uwagę.
W NB jakieś błędy się już pojawiły. Kilka, ale były. Nie mam zwyczaju przytaczania błędów jeśli jest ich więcej, niż jeden, czy dwa (tak, jestem leniwa, ale wyobraź sobie, że miałabym poprawiać każdy przecinek, który jest nie tam, gdzie powinien. Pomijając czas, to może przy tym człowieka krew zalać. Wolną betą nie jestem, więc nie zajmuję się takimi rzeczami - to tak gwoli wyjaśnienia) ale jeden błąd zapadł mi w pamięć, więc skoro pamiętam, to przytoczę:
"Półtorej roku" - półtora roku, powinno być.
No, to z uwag to tyle, przejdźmy do plusów.
Jednym plusem jest już fakt, że tekst jest yaoi. Dla mnie to naprawdę dużo znaczy. Drugim plusem, że fabuła jest interesująca. Serio, jest ciekawa, wciąga czytelnika do swojego świata. Trzeci plus to to, że tekst jest niezwykle przyjemny i łatwy w odbiorze. Czyta się go niezwykle płynnie i z uśmiechem na ustach. Zwłaszcza podobają mi się wirtualne dialogi - te podteksty - kocham!
Usuń"Oboje byliśmy beznadziejni z matematyki, więc miło było razem robić za idiotów."
Przepraszam, musiałam przytoczyć ten fragment, bo mnie normalnie zabił. Śmiałam się z niego dobre kilka minut. Serio, świetny.
"Właściwie nigdy nie widziałem jego twarzy, a on mojej. Stwierdziliśmy, że nie chcemy psuć sobie tego wymyślonego wizerunku. To ten moment, kiedy czytasz książkę i widzisz postać w swojej wyobraźni, a nagle oglądasz film, gdzie ona wygląda zupełnie inaczej."
Dokładnie to samo porównanie przyszło mi na myśl, kiedy pisałaś o tym wymyślonym wizerunku. A tu patrzcie jaka niespodzianka, Ty również wybrałaś to porównanie. No bo nie ma się w sumie czemu dziwić, jest nadzwyczaj trafne.
"Wyobraźcie sobie, że Chris ma raz przebiec (załóżmy, że umie biegać) boisko piłkarskie. Od jednego boku do drugiego. Na tym boisku leży jeden, jedyny kamień. A teraz zagadka: O co wyjebie się Chris?"
Leżę i nie wstaję (naprawdę leżę i nie mam zamiaru wstać, nawiasem mówiąc niewygodnie pisze się komentarze na leżąco. Jakoś ręce są inaczej przy tym ustawione, zauważyłaś? xd). Ale tak na poważnie, rozbawił mnie ten fragment bardzo. No takie jedno wielkie, chodzące nieszczęście, życiowy pechowiec. Chris już cię lubię!
Ogólnie te dwa rozdziały wywarły na mnie naprawdę dobre wrażenie. Pomysł mi się spodobał, a sposób, w jaki piszesz wciągnął, dlatego z niecierpliwością będę czekać na kolejne rozdziały.
A teraz pytanie do autorki:
Dlaczego napisałaś, że pewnie nie opublikujesz części IV? Ja tu się domagam ciągu dalszego w trybie natychmiastowym i nie chcę słuchać rzeczy typu "pewnie nie opublikuję, ale mniejsza". Spodobało mi się to opowiadanie i chcę kontynuacji! To tak do Twojej wiadomości, Ogórku.
No, także to chyba byłoby na tyle. Wybacz chaos w tym komentarzu, ale ja nie myślę za bardzo jak je piszę, ot wystukuję na klawiaturze wszystko, co mi tylko przyjdzie do głowy.
Na sam koniec chciałabym jeszcze zaprosić Cię/Was (w sumie to nie wiem czy druga autorka również lubi yaoi, ale ryzyk fizyk, najwyżej ucieknie z krzykiem sprzed ekranu xd) na mojego bloga http://porzeczkowysmakyaoi.blogspot.com/
P. S Wybacz tak długi komentarz, ale tak jakoś wyszło. Musiałam go też rozdzielić bo blogger ma nieładny zwyczaj ograniczania liczby znaków w jednym komentarzu do 4096. Serio, po co mu takie ograniczenia?
Weny i do następnego!
Ah, wybacz, czytam teraz ten komentarz raz jeszcze i widzę, że na początku przekręciłam Twoją nazwę. Z Ogórka powstał Ogródek. Wybacz mi, proszę. To niecelowe.
UsuńNa początek powiem, że IV będzie na pewno. Napisałam tak dlatego, że wtedy jeszcze nie miałam tylu stron, aby zrobić z tego część. Teraz wiem, że będzie ich przynajmniej 6 jak nie więcej.
UsuńDziękuje za komentarz. Uśmiecham się do telefonu od chyba dziesięciu minut!