Howon westchnął i upił kolejny łyk, trzeciej w tym dniu, kawy. Szkoda, że tak miły nastrój uwielbiał omijać go szerokim łukiem. Nie widział żadnych plusów takiej pogody, głównie dlatego, że był uziemiony w biurze od rana do nocy. Wolałby już patrzeć się z satysfakcją na moknących przechodniów, niż oglądać zakochane pary przechadzające się po chodnikach.
To jeszcze bardziej wpędzało go w depresję. Dziewczyna zerwała z nim jakiś tydzień temu, z powodu jego rzekomego pracoholizmu. Nie był z nią jakoś specjalnie związany- uważał ją raczej za dobrą koleżankę, nie chciał widzieć w niej kogoś więcej. A może nie potrafił? Westchnął. Wszystko wskazywało na to, że sama wreszcie zrozumiała kim dla niego jest. Tylko dlaczego nawet nie starała się z nim porozmawiać?
Z rozmyślań wyrwał go odgłos kroków. Odwrócił się i zobaczył Minji z plikiem papierów.
— Pamiętasz to zabójstwo z kwietnia? -zaczęła, kładąc kartki na jego biurku.
— Mieliśmy tylko jedno samobójstwo. -Howon odłożył kawę i zbliżył się do dziewczyny.
— Znaleźli podejrzanego.
Szatyn popatrzył na nią ze zdziwieniem. Skoro przyszła do niego z plikiem dokumentów i mówi, że znaleziono domniemanego zabójcę, może to oznaczać tylko jedno.
— Przesłuchasz go?
Całym sercem, odkąd tylko zaczął stawiać pierwsze kroki w policji, nienawidził przesłuchań. Godziny spędzone z osobami, które wykręcały się od morderstw, gwałtów, kradzieży, na wszystkie możliwe (i często nielogiczne) sposoby. Często przestępcy zamykali się w sobie, odmawiali odpowiedzi na pytania, przez co Howon tracił czas na mówienie do ściany. Dlatego najczęściej prosił Jaejoonga o wyręczenie go. Tylko że Jaejoong poszedł na zwolnienie parę miesięcy temu. I Howon stwierdził, że już nigdy nie będzie w stanie poprosić go o cokolwiek.
Pobieżnie przejrzał papiery sprawy. Dwudziestokilkuletnia dziewczyna zmarła na skutek upadku z ostatniego piętra budynku. Najpierw podejrzewano, że bezdomna popełniła samobójstwo, jednak tydzień później otrzymali anonimową wiadomość. Osoba prosiła o dyskrecję, ponieważ z ofiarą łączył ją romans, który nie mógł wyjść na światło dzienne. Anonim pisał o osobie, z którą dziewczyna często przebywała; mówiła mu o nim czasem, nazywała go "Mały Soo". Potem sprawa ucichła, a Howon myślał, że wiadomość prowadziła donikąd.
Dopóki nie zobaczył "Małego Soo" w pokoju przesłuchań.
Nie wyglądał jakoś szczególnie; był jedną z tych twarzy, które można codziennie mijać w drodze do domu i nie zwrócić na nie uwagi. Miał bardzo jasną karnację, a do tego kruczoczarne włosy opadające mu delikatnie na czoło i ciemne oczy. Wyglądał jakby wyszedł z jakiegoś biało-czarnego filmu, z lat dwudziestych. Nerwowo przygryzał swoją bladą dolną wargę. Howon podszedł bliżej i zauważył, że jego ręce drżą, a on za wszelką cenę próbuje je uspokoić.
— Narkotyki? -zapytał, siadając na przeciwko chłopaka.
Szatyn obrzucił go zdegustowanym wzrokiem.
— Nawet jeśli, to nie twoja sprawa, glino - warknął i włożył dłonie do kieszeni brudnych spodni.
— Nawet jeśli, zabiłeś tą dziewczynę dla kokainy?- Chłopak poruszył się niespokojnie, słysząc głos Howona.
— Nic na mnie nie macie- wysyczał już mniej pewnie.
Howon wzruszył ramionami. Otworzył jedną z teczek, wyciągnął parę kartek i zaczął głośno czytać.
— W kieszeni denatki znaleziono śladowe ilości substancji narkotyzującej. -Odłożył kartkę.
— Analiza wykonana następnego dnia potwierdziła obecność kokainy, a także polichlorku winylu. -Kolejna strona.
— Protokół sekcji zwłok... -zatrzymał się na chwilę -Mam czytać dalej?
Szatyn zamknął oczy i pokręcił głową.
— Wiesz, że w chwili śmierci była czysta, prawda? - Howon czuł, że chłopak za chwilę pęknie i przyzna się do winy.
— Zabrałem kokę, ale jej nie zabiłem -szepnął.
Szatyn przejechał ręką po twarzy. Zapowiada się kolejny długi dzień.
— Dlaczego mam ci wierzyć?
"Mały Soo" podniósł głowę i spojrzał policjantowi prosto w oczy.
— Masz na imię Lee Howon, masz dwadzieścia pięć lat, lubisz psy, ale nie możesz mieć zwierząt z powodu alergii. Często chodzisz do chińskiej restauracji, ale, o ironio, wolisz kuchnię japońską. Mieszkasz w centrum miasta, do niedawna jeszcze z dziewczyną, Jung Krystal. Wyprowadziła się od ciebie parę dni temu, prawdopodobnie zerwaliście. Twoim partnerem w pracy był Kim Jaejoong jednak...
Przez ułamek sekundy świat zawirował przed oczyma Howona. Ten dzieciak nie powinien był wypowiadać przy nim imienia Jaejoonga. On nie był gotowy słyszeć jeszcze raz całej historii.
— Nie interesuje mnie moje życie, mam go dość, żyje nim codziennie. Chcę usłyszeć co robiłeś w dniu śmierci tej dziewczyny... Kim Myungsoo. -Szatyn przerzucił kilka stron w jego kartotece. Posiadanie narkotyków, kilkukrotne bójki, kradzież z włamaniem, wszystko w zawiasach. Na dobrą sprawę ten chłopak powinien już dawno siedzieć. Więc czemu dalej jest na wolności?
— Naćpałem się i pewnie skończyłem w jakiejś norze. Naprawdę, moje życie również nie jest interesujące - mruknął brunet.
— Kiedy wziąłeś denatce narkotyki z kieszeni? -"Jeszcze chwilę, dasz radę", pomyślał Howon.
— Kiedy była martwa -powiedział Myungsoo, ale widząc wzrok policjanta, doprecyzował. -Około pierwszej w nocy, następnego dnia.
— Widziałeś kogoś, kto wyglądał podejrzanie? Zauważyłeś coś dziwnego?
Z rozmyślań wyrwał go odgłos kroków. Odwrócił się i zobaczył Minji z plikiem papierów.
— Pamiętasz to zabójstwo z kwietnia? -zaczęła, kładąc kartki na jego biurku.
— Mieliśmy tylko jedno samobójstwo. -Howon odłożył kawę i zbliżył się do dziewczyny.
— Znaleźli podejrzanego.
Szatyn popatrzył na nią ze zdziwieniem. Skoro przyszła do niego z plikiem dokumentów i mówi, że znaleziono domniemanego zabójcę, może to oznaczać tylko jedno.
— Przesłuchasz go?
***
Całym sercem, odkąd tylko zaczął stawiać pierwsze kroki w policji, nienawidził przesłuchań. Godziny spędzone z osobami, które wykręcały się od morderstw, gwałtów, kradzieży, na wszystkie możliwe (i często nielogiczne) sposoby. Często przestępcy zamykali się w sobie, odmawiali odpowiedzi na pytania, przez co Howon tracił czas na mówienie do ściany. Dlatego najczęściej prosił Jaejoonga o wyręczenie go. Tylko że Jaejoong poszedł na zwolnienie parę miesięcy temu. I Howon stwierdził, że już nigdy nie będzie w stanie poprosić go o cokolwiek.
Pobieżnie przejrzał papiery sprawy. Dwudziestokilkuletnia dziewczyna zmarła na skutek upadku z ostatniego piętra budynku. Najpierw podejrzewano, że bezdomna popełniła samobójstwo, jednak tydzień później otrzymali anonimową wiadomość. Osoba prosiła o dyskrecję, ponieważ z ofiarą łączył ją romans, który nie mógł wyjść na światło dzienne. Anonim pisał o osobie, z którą dziewczyna często przebywała; mówiła mu o nim czasem, nazywała go "Mały Soo". Potem sprawa ucichła, a Howon myślał, że wiadomość prowadziła donikąd.
Dopóki nie zobaczył "Małego Soo" w pokoju przesłuchań.
Nie wyglądał jakoś szczególnie; był jedną z tych twarzy, które można codziennie mijać w drodze do domu i nie zwrócić na nie uwagi. Miał bardzo jasną karnację, a do tego kruczoczarne włosy opadające mu delikatnie na czoło i ciemne oczy. Wyglądał jakby wyszedł z jakiegoś biało-czarnego filmu, z lat dwudziestych. Nerwowo przygryzał swoją bladą dolną wargę. Howon podszedł bliżej i zauważył, że jego ręce drżą, a on za wszelką cenę próbuje je uspokoić.
— Narkotyki? -zapytał, siadając na przeciwko chłopaka.
Szatyn obrzucił go zdegustowanym wzrokiem.
— Nawet jeśli, to nie twoja sprawa, glino - warknął i włożył dłonie do kieszeni brudnych spodni.
— Nawet jeśli, zabiłeś tą dziewczynę dla kokainy?- Chłopak poruszył się niespokojnie, słysząc głos Howona.
— Nic na mnie nie macie- wysyczał już mniej pewnie.
Howon wzruszył ramionami. Otworzył jedną z teczek, wyciągnął parę kartek i zaczął głośno czytać.
— W kieszeni denatki znaleziono śladowe ilości substancji narkotyzującej. -Odłożył kartkę.
— Analiza wykonana następnego dnia potwierdziła obecność kokainy, a także polichlorku winylu. -Kolejna strona.
— Protokół sekcji zwłok... -zatrzymał się na chwilę -Mam czytać dalej?
Szatyn zamknął oczy i pokręcił głową.
— Wiesz, że w chwili śmierci była czysta, prawda? - Howon czuł, że chłopak za chwilę pęknie i przyzna się do winy.
— Zabrałem kokę, ale jej nie zabiłem -szepnął.
Szatyn przejechał ręką po twarzy. Zapowiada się kolejny długi dzień.
— Dlaczego mam ci wierzyć?
"Mały Soo" podniósł głowę i spojrzał policjantowi prosto w oczy.
— Masz na imię Lee Howon, masz dwadzieścia pięć lat, lubisz psy, ale nie możesz mieć zwierząt z powodu alergii. Często chodzisz do chińskiej restauracji, ale, o ironio, wolisz kuchnię japońską. Mieszkasz w centrum miasta, do niedawna jeszcze z dziewczyną, Jung Krystal. Wyprowadziła się od ciebie parę dni temu, prawdopodobnie zerwaliście. Twoim partnerem w pracy był Kim Jaejoong jednak...
Przez ułamek sekundy świat zawirował przed oczyma Howona. Ten dzieciak nie powinien był wypowiadać przy nim imienia Jaejoonga. On nie był gotowy słyszeć jeszcze raz całej historii.
— Nie interesuje mnie moje życie, mam go dość, żyje nim codziennie. Chcę usłyszeć co robiłeś w dniu śmierci tej dziewczyny... Kim Myungsoo. -Szatyn przerzucił kilka stron w jego kartotece. Posiadanie narkotyków, kilkukrotne bójki, kradzież z włamaniem, wszystko w zawiasach. Na dobrą sprawę ten chłopak powinien już dawno siedzieć. Więc czemu dalej jest na wolności?
— Naćpałem się i pewnie skończyłem w jakiejś norze. Naprawdę, moje życie również nie jest interesujące - mruknął brunet.
— Kiedy wziąłeś denatce narkotyki z kieszeni? -"Jeszcze chwilę, dasz radę", pomyślał Howon.
— Kiedy była martwa -powiedział Myungsoo, ale widząc wzrok policjanta, doprecyzował. -Około pierwszej w nocy, następnego dnia.
— Widziałeś kogoś, kto wyglądał podejrzanie? Zauważyłeś coś dziwnego?
Chłopak pokręcił głową. Howon westchnął. Nic już więcej od niego nie wyciągnie, nie dzisiaj, w takim stanie, nic już nie da rady zrobić. Po jego głowie tłukło się tylko jedno słowo: kawa, kawa. Czwarta już dzisiaj, ale nieważne.
— Yoongi, zabierz go -powiedział, wstając od stołu. Do sali wszedł jak zwykle rozczochrany rudzielec i wyprowadził Myungsoo. Howon zebrał papiery i poszedł za dwójką.
***
— Yoongi, zabierz go -powiedział, wstając od stołu. Do sali wszedł jak zwykle rozczochrany rudzielec i wyprowadził Myungsoo. Howon zebrał papiery i poszedł za dwójką.
***
Ale Ty świetnie piszesz... mam wrażenie jakbym czytała wstęp do powieści kryminalnej. I to takiej naprawdę dobrej powieści kryminalnej. Dialogi i sposób przedstawienia postaci, a także sam opis wydarzeń jest idealnie dopasowany do klimatu, który się tutaj roztacza. Daj mi jeszcze sensację na miarę Lackberg, albo Larsona, a będę Cię wielbić i nosić na rękach. Żartuję. Nie musi to być sensacja na miarę tej wspaniałej dwójki, jest przecież wiele kryminałów innych, świetnych twórców niekoniecznie znanych. A coś czuję, że możesz w tej kwestii zaspokoić moją dotkniętą psychodelą naturę. Także czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńDziękuję, za miłe słowa ❤ staram się, żeby czytało się dobrze.
OdpowiedzUsuńCzytujesz kryminały? Nie jestem samotna? :D
Następny rozdział jeszcze co prawda się nie pisze, ale już jest ułożony.
Do następnego ❤
No cóż tak. Można powiedzieć, że jestem kryminalnie niewyżyta. Ale na szczęście moja mama również kocha kryminały, więc co chwila przynosi do domu takie, których nie znam xd
OdpowiedzUsuńChoć nie ukrywam, że mam jakiś tam swoich faworytów w tym gatunku xd
Bratnia duszno! Kryminały kocham zaraz po fantastyce i też odziedziczyłam pasje po mamie XD. Ale czytałam za mało żeby mój gust pod tym względem był wyrobiony. Chociaż "Sherlocka Holmesa" uwielbiam❤
OdpowiedzUsuń