Pamiętacie jak mówiłam, że mam tableta, a na nim dużo opowiadań? Nie, jednak nie. Bo mój tablet się zepsuł. Złośliwość rzeczy martwych. Wszystko przy mnie zdycha po tygodniu i tylko mój telefon dzielnie trzyma się od dobrych trzech lat.
Ale do rzeczy! Po siedmiu miesiącach mój komputer został naprawiony. Znaczy się został naprawiony w dwa dni. Więc postaram się napisać część dalszą Niechcianych Braci. Na początku zupełnie ich nie przemyślałam i wyszło jak wyszło (psst, słabo). Jednak jest osoba, która chyba się w nich zakochała i postaram się napisać to dla niej.
- Przyjedziecie po mnie? – usłyszałem
zapłakany głos Mii w słuchawce.
Właśnie jechaliśmy z moim przyjacielem do wytwórni autem jego ojca.
- Co się stało? – spytałem. Miała
wrócić dopiero jutro.
- Pokłóciłyśmy się. Stwierdziły, że okłamałam
je, że Corpse był u nas w domu i że uważam je idiotki i wciąż powtarzam to za
ich plecami, a ja nic takiego nie mówiłam! Powiedziały, że nasza przyjaźń
skończona! – rozbeczała się.
- Nie przejmuj się nimi. Gdzie jesteś?
- Pod klubem Nico.
- Zaraz będziemy. Czekaj chwilę.
Szatyn popatrzył na mnie pytająco.
- Jedź pod Nico. Mia siedzi tam cała
zapłakana. Mówiłem, że jej przyjaciółki to idiotki –westchnąłem.
Już po chwili byliśmy na miejscu. Mia usiadła z tyłu ukrywając twarz w
dłoniach.
- Nie martw się nimi, Mia. Przejdzie
im – próbowałem ją pocieszyć.
Kiepsko mi to szło.
- Nie przejdzie! Powiedziały dokładnie.
„Jesteś kłamliwą ździrą. Teraz to już przegięłaś. Koniec naszej przyjaźni. Możesz
się wynosić.”
A to pizdy. Wymyśliły sobie coś i wyzywają moją siostrę. Niech się cieszą, że
mnie tam nie było, bo od razu przyprowadziłbym je do porządku.
- Walić je. Nie są jedyne na świecie.
Pokaż im, że dajesz sobie radę bez nich – odezwał się Krist.
- One jedyne w klasie, nie uważają
mnie za dziwną – wciąż płakała.
- Ja miałem to samo. Dobrze, że
znalazł się debil, który nie umiał włożyć słuchawek. Nie musisz przyjaźnić się
z nikim z twojej klasy. Może być ktoś
starszy, młodszy.
- Ważne, żeby był tak samo nienormalny
jak ty – powiedział Krist z uśmiechem.
No to żeś pocieszył.
- W pozytywnym sensie nienormalny!
Czemu to ja zawsze ratuję sytuacje.
- Już jesteśmy. Wysiadajcie – odrzekł
mój przyjaciel.
Wszyscy wysiedli i weszliśmy do środka. Ten budynek jest ogromny. Ile oni tu
mają zespołów? Trzysta?
Szatyn podszedł do recepcji i zapytał się, gdzie mają iść. Poszliśmy tam i
czekaliśmy na korytarzu, jak nam kazano. Mia wycierała twarz, a ja wciąż ją
pocieszałem. Czekaliśmy dobre pół godziny. Dopiero wtedy z sali 129 wyszedł
Lars.
- Wybaczcie. Żadnego dobrego
gitarzysty. Menadżer wpadł w szał – jęknął – Wchodźcie.
Weszliśmy wszyscy. Na środku był długi, szklany stół, a dookoła niego
kilkanaście krzeseł. Była też mała tablica i rzutnik.
- Hej! – przywitali się siedzący przy
stole.
Tylko Blaze pisał coś w notesie, a jakiś facet chodził zdenerwowany.
- Siadajcie.
Tak więc grzecznie usiedliśmy przy wielkim stole. Ej, on jest podświetlany!
Jaki bajer!
- Sorry za czekanie. Jesteśmy w dupie,
za przeproszeniem – powiedział Shavo bujając się na krześle.
- I to jak. Wszyscy dobrzy gitarzyści
gdzieś zniknęli – westchnął Krick.
Mia podniosła na nich wzrok.
- Przecież macie jego – wskazała na
mnie z miną, jakby to było oczywiste, że świetnie nadaje się do ich zespołu.
- Twój brat twierdzi, że ta muzyka nie
jest w jego stylu – wtrącił się Krist.
- A ja myślę, że zwyczajnie tchórzy –
odezwał się Blaze nie przerywając pisania.
- Ja nigdy nie tchórzę! –
zdenerwowałem się.
- Udowodnij, twardzielu – powiedział z
kpiną i podniósł na mnie wzrok.
Prychnąłem.
- Niby po co?
- Mówiłem, tchórzy – wrócił do
notatnika.
- Przykro mi braciszku, ale to prawda
– powiedziała Mia cmokając.
- Muszę się zgodzić. Chyba zjada cię
trema, Scott – zwrócił się do mnie Krist krzyżując ręce na piersi.
No bez jaj! To jakaś zmowa?
- Po prostu nie widzę w tym większego
sensu – wzruszyłem ramionami.
- Nie, po prostu jesteś kiepski i nie
możesz się z tym pogodzić – mruknął Blaze.
- Posłuchaj mnie ty… - zacząłem.
- Pokaż co umiesz – powiedział Lars z
gitarą w dłoniach.
Niech was wszystkich! Wziąłem gitarę w rękę. Ktoś już ją podłączył. Klasyka
będzie najlepsza.
- Matallica Enter Sandman cover –
mruknąłem.
I zacząłem grać. Znam to na pamięć. Nauczyłem się tego, gdy byłem w piątej
klasie. Dodałem kilka rzeczy od siebie. Ta gitara miała progi, więc dźwięk,
który chciałem uzyskać po przejechaniu palcem wzdłuż struny, nie wyszedł taki
idealny, jaki miał być. Gdy mam go grać, to biorę gitarę ojca i tyle.
Skończyłem po kilku minutach z wielkim finałem i oddałem gitarą.
- Bierzmy go! – zapiał Shavo.
- Zgadzam się – rzekł się Krick.
- To było tylko po to, by pokazać Czarnej
Mambie, że umiem grać. Do nikogo nie dołączam – powiedziałem.
Nagle usłyszałem straszliwy ryk. Okazało się, że to była moja siostra płacze.
- Najpierw one, a teraz ty! – łkała. –
Tak chciałam, żebyś z nimi grał. Nawet nie wiesz, jak mnie ranisz! Dlaczego mi
to robisz?!
Co się dzieje?!
- Mia, nie płacz – spanikowałem i
próbowałem ją przytulić.
Ta odepchnęła mnie mocno.
- Nienawidzę cię! Nie będę się do
ciebie odzywać do końca życia! Zostaw mnie!
- Tak zawieść własną siostrę… -
powiedział Krist z dezaprobatą, po czym przytulił nadal płaczącą dziewczynę.
Reszta zespołu pokiwała głowami i mówili coś w stylu „Biedna…”
- Wy też?!
Nie chcę być w tym zespole. Nie wytrzymałbym jeszcze więcej ich piosenek. W
domu i na próbach. Ale chyba jeszcze bardziej nie zniósłbym ryku mojej siostry,
ględzenia o straceniu wielkiej szansy i faktycznemu straceniu wielkiej szansy.
- Biedna Mia. Jak ona się pozbiera? –
westchnął szatyn głaszcząc ją po głowie.
- Dobra, dobra! Tylko nie płacz!
- Obiecaj, że do nich dołączysz! –
prawie krzyknęła.
- Dobra, obiecuje. Będziesz dalej
ryczeć?
Nagle zamilkła i odwróciła się do mnie z dużym uśmiechem. Ona wcale nie
płakała! A to żmija!
- Oszukaliście mnie!
Ona wraz z Kristem zaśmiali się i przybili sobie piątki. Zespół też. Nawet
Blaze się lekko uśmiechnął. To dopiero wyczyn.
- Już obiecałeś. Musisz – zachichotała.
Wiem, że muszę. Mam swój honor. Obiecałem, więc już nie mam wyjścia.
- Wredna żmija – syknąłem.
- Oj od razu żmija. Może kobra.
Zrobiłem naburmuszoną minę. Dałem się wykiwać czternastolatce. Jaki ze mnie
debil.
- Masz skończone osiemnaście lat? –
odezwał się niski, męski głos. Było to pierwsze zdanie, jakie wypowiedział
mężczyzna koło pięćdziesiątki od kiedy tu weszliśmy.
- To wy tak na poważnie? – jęknąłem.
- Jak najbardziej – powiedział Krick z
uśmiechem.
- Za dwa miesiąc kończę osiemnaście.
Facet zmarszczył brwi widocznie niezadowolony.
- Twoi rodzice muszą podpisać umowę.
Ej, ja nie chce być w tym cholernym zespole. Mamo, tato, Maks! Wyobrażacie
sobie to? Wracam do domu i gnam na próbę. Później jakieś cholerne trasy
koncertowe, więc wiele dni nie ma mnie w domu. Biedny Maks zostanie zaniedbany.
Co jeśli moja mama zapomni go nakarmić? Albo zrobić Mii śniadanie? Lub mój tata
nie odbierze Maksa z przedszkola?
- Więc jedziemy do twojego domu –
zakrzyknął Shavo, co wyrwało mnie z zamyślenia.
Popatrzyłem z błaganiem w stronę mojej siostry i przyjaciela. Ci wzruszyli
ramionami. Zostałem sam.
- Skończyłem – powiedział nagle Czarna
Mamba.
Wstał i podał notes Larsowi. Wszyscy pochylili się i zaczęli czytać.
- Chodź tu – powiedział Shavo, a ja
dopiero po chwili zrozumiałem, że słowa te były kierowane do mnie.
- Ja? – spytałem niezbyt
inteligentnie.
- Jesteś teraz częścią zespołu,
prawda? – wtrącił Lars.
Na szczęście jeszcze nie.
- Właściwie to… - zacząłem, ale
przerwał mi głos Blaze’a.
- Nie gadaj tylko podejdź.
Wstałem niechętnie i podszedłem do nich. Na kartce był napisany tekst piosenki.
O dziwno, była dość wesoła jak na nich.
- No myślę, że jest dobra – mruknął
Lars.
No błagam! Ma błędy.
- Tak, racja – dodał Krick.
- Nie jest dobra – odezwałem się, a oni
popatrzyli na mnie w tym samym czasie – Nie mówicie mu, co jest źle, bo jest
waszym przyjacielem. To że jesteście mili, nie zmieni faktu, że piosenka ma
błędy. Na przykład piąty wers, pierwsza zwrotka. Zamiast „nie oglądajcie się w
tył” lepiej brzmiałoby „nie oglądajcie się na nas”. Lepiej pasowałoby do
muzyki.
- Do tej piosenki nie ma jeszcze
muzyki …– mruknął Krick.
Ups… To ten mój automat, który dodaje nuty gdy tylko widzi tekst.
- Ale jakby była. Lepsza ilość sylab.
Blaze wziął notes. Skreślił podane zdanie i napisał nowe. Byłem przekonany, że
zwyczajnie mnie wyśmieje!
- Dobra, załatwimy sprawę gitary i
auta, a później zajmiemy się piosenką – zarządził Lars.
Jeśli się nie mylę, to on tu jest liderem. Chyba będę musiał wypytać Mie o
nich. Prócz nazwisk i pozycji w zespole nic o nich nie wiem.
Siedzieliśmy wszyscy razem w kuchni.
Matka rozmawiała z menadżerem zespołu, Mia siedziała obok mnie i patrzyła na
chłopaków jak zahipnotyzowana, Maks spał u siebie, a ojciec i jego koledzy
leczyli kaca w salonie. Po chwili mężczyzna wyjął umowę. Moja matka usiadła
przy stole i zaczęła czytać.
- Przeprowadzka? – zdziwiła się.
Ja też się zdziwiłem! Nic mi nie mówiono, o przeprowadzce! Teraz to na pewno
Maks będzie po nocach w przedszkolu, a Mia będzie chuda jak narkomanka!
- Jaka przeprowadzka?! – odezwałem się
wstając.
Moja siostra zgromiła mnie wzrokiem i pociągnęła za bluzkę, abym usiadł. Ja
jednak się nie poddałem.
- Mieszkamy razem, tak rodzinnie – zaśmiał
się Shavo.
No chyba oszaleliście do reszty. Mam mieszkać z totalnie obcymi ludźmi? Czy ja
wyglądam, jakbym właśnie dołączał do jakiegoś pedalskiego boysbandu? Nie ma
mowy.
- Nie martw, się. Każdy ma osobne
piętro. Nawet nie będziesz musiał na nas patrzeć. Po prostu jeden budynek i
tyle – rzekł widząc moją jeszcze bardziej złą minę.
Mam nadzieje że była zła, a nie był to kolejny wykrzyw ryja bez większego
znaczenia.
Właściwie… Jak mam mieć całe piętro dla siebie. Czemu nie? Już widzę te
imprezy!
Lekko złagodniałem. A nawet bardzo.
- Gdzie dokładnie? – spytałem
siadając.
Kiedy usłyszałem adres, o mało nie spadłem z krzesła.
- Przecież to dwieście kilometrów
stąd!
- Przecież nie kazalibyśmy
przeprowadzać się trzy domy dalej – burknął Blaze.
Muszę mu przyznać racje (niestety). Mogłem się domyślić.
Dalej już nic nie mówiłem.
- A co z nauką? – odezwała się moja
mama.
Ona jak zwykle o najmniej ważnych rzeczach.
- Załatwimy mu prywatne nauczanie.
Chyba, że woli pani, żeby szedł do szkoły – odpowiedział menadżer.
Matka popatrzyła na mnie pytająco.
- Szkoła będzie chyba lepsza, prawda?
W końcu matura i tak dalej – mruknąłem.
- To chyba będzie lepszy pomysł. Jak
ma jechać w nowe miejsce. Musi mieć jakiś kolegów.
Czytała dalej, a ja wpatrywałem się w kolekcje naszych talerzy. Większość z
nich była lekko obita. Były totalnie różne. Jakby wyjęte z kilkunastu innych
zestawów.
Matka podpisała papiery ładnym „Marina Scott”.
- Potrzebujemy też podpis ojca i
chłopaka – powiedział mężczyzna.
- Ej, ale ja nie mam chłopaka –
wtrąciłem.
Jak zwykle najpierw mówię, później myślę. Przecież im chodziło o mnie!
- Nie potrzebujemy podpisu twojego
chłopaka, tylko twojego – zaśmiała się.
Mama wstała i poszła do salonu.
- Kochanie! Chodź do kuchni! –
krzyknęła, a ja usłyszałem głośnie przeklinanie mojego ojca i hipisów, których
głowa zapewne zabolała niemiłosiernie.
- Czasem myślę o rozwodzie – jęknął
mój ojciec gdy weszli do kuchni, a ona tylko pocałowała go w policzek – Gdzie
podpisać?
Menadżer wskazał kilka miejsc. Mój ojciec zapewne nawet nie wiedział, co
podpisuje.
- Mam nadzieję, że to nie jakiś kredyt
na pralkę.
- Ludwik idzie do zespołu i musimy to
podpisać.
Tata zmrużył oczy. O nie. Zaraz zacznie się wywód.
- Za moich czasów to po prostu
zbierało się kupę przyjaciół i się grało. Teraz jakieś papiery. Co się dzieje z
tym światem?
- Tato… - szepnęła do niego Mia.
- Jaki to zespół? – spytał od
niechcenia.
- Corpse – odpowiedział Lars.
- Ale rockowy, metalowy? Mam przynajmniej
pewność, że nie boysband. Ludwik śpiewa jak zarzynana koza.
- Dzięki tato! – powiedziałem głośno z
udawanym szczęściem.
- Gramy co nam się podoba – rzekł
ponownie Lars.
Ojciec znów zmrużył oczy.
- Widać, że lider.
Dobrze, że na tym skończył! Zawsze mówi, że liderzy „gadają od rzeczy” i że
liderem zostaje największy frajer. Gdyby to powiedział, chyba zapadłbym się pod
ziemię.
Ojciec zaczął rozmawiać z menadżerem, jak to ma wyglądać, a ja wraz z Mią
dyskretnie graliśmy w „Kamień, papier, nożyce” trzymając ręce pod stołem. Póki
co wygrywała trzema punktami.
Nie wiem czemu, ale uwielbiam Twoje opowiadania, mogę czytać godzinami. Licze na częstsze publikowanie rozdziałów, ale rozumiem, że szkoła i inne takie xd
OdpowiedzUsuńŻycze Ci dużo czasu bo talent to Ty Ogórku z Musztardą masz(chciałabym mieć taki talen i tak pisać ;-; ) No i chęci do prowadzenia bloga. Mam nadzieję, że Ty tak go nie zostawisz jak inni, bez pożegnania.
No, go ja już się zbieram :3