czwartek, 12 listopada 2015

Drogi Kurcie Cobainie... "Nikt z nas nie umiera jako dziewica. Życie pierdoli nas wszystkich"

TO NIE TAK, ŻE ZAPOMNIAŁAM O DODANIU ROZDZIAŁU NA CZAS!

   - Ciociu, mogę zostać do szesnastej? – spytał słodko Krist.
To, że nazywa moją matkę ciocią, robi się nieco niepokojące. Właściwie nasi rodzice praktycznie się nie znają. Widzieli się kilka razy. W końcu mój ojciec uczy w naszym liceum. Uczy chemii. Dobrze, że mamy jeszcze jednego nauczyciela od tego przedmiotu. Głupio byłoby, żeby uczył mnie mój własny ojciec. Głupio, że mój ojciec uczy w moim liceum. Wie chyba o wszystkich moich zagrożeniach i zerwaniach z lekcji. Dodatkowo może w każdej chwili wziąć dziennik mojej klasy i wszystko posprawdzać. Jedynym plusem jest to, że zawsze mogę do niego iść po pieniądze, jedzenie czy co tam chce. No i nauczyciele trochę ulgowo mnie traktują. To jest wielki plus.
   - Oczywiście, kochanie – A do mnie to tak nie mówi!
Moja mama doskonale wie, że ojciec Krista akurat o szesnastej idzie do pracy, więc cudownie się miną. Mój przyjaciel często przesiaduje u nas do szesnastej, później wraca do domu. Jego ojciec wraca dość późno, więc Krist już wtedy śpi. Jeśli w ten dzień ma wykłady, to na nie idzie. Jeśli nie, to po prostu zabiera mnie ze szkoły i u nas siedzi. Właśnie zaczął pierwszy rok studiów i jest niezwykle zadowolony z tak dużej ilości wolnego czasu. Nie to co ja.
   - Cieszysz się, bądź wyrażasz jakikolwiek entuzjazm? – spytał mnie Lars pochylając się w moją stronę.
Jakoś wszyscy byli zajęci swoimi sprawami. Ojciec rozmawiał z menadżerem przy tym mierząc go swoim przenikliwym wzrokiem. Matka gadała z Kristem o jego studiach. Krick rozmawiał z Blazem, choć trudno to było nazwać rozmową. Mruczeli coś cicho. Jeśli się nie mylę, to rozmawiali o jakieś okładce. Może książki? Nie wiem. Za to Shavo dyskutował z Larsem. Dobrze, że w pomieszczeniu była parzysta liczba osób, bo ja spokojnie mogłem przegrywać z siostrą pokazując papier.
   - Na swój własny i dziwny sposób – powiedziałem z pokerową twarzą, na chwilę zaprzestając grać. Nie wiem, czy kiedykolwiek z nią wygram.
Zielonowłosy parsknął śmiechem.
   - Nie wyglądasz na zbytnio szczęśliwego.
   - Nadal trzymam się tego, że ta muzyka nie jest w moim stylu. Za dużo mroku – wzruszyłem ramionami.
   - Lepiej pisać piosenki o gwałcie, prawda? – powiedziała sarkastycznie Mia.
   - O czym ty mówisz? – niezbyt rozumiałem.
   - Kilka dni temu całą noc słyszałam twoje jęki i gitarę. „Zgwałć mnie. Zgwałć mnie, przyjacielu.” Tak fałszowałeś, że nie mogłam spać. Głosu to ty nie masz – burknęła.
Nie rozumiesz sztuki, młoda niewiasto.
W dodatku robisz mi wstyd. Zapewne Lars i Shavo myślą, że jestem gejem, bo moja siostra źle przekazała tekst.
   - Ty piszesz piosenki? – zdziwił się Lars.
   - Lepiej spytać, czemu pisze o gwałcie – zaśmiał się Shavo.
Jak na znak, Krick, Blaze i Krist obrócili się. Rodzice na szczęście tego nie słyszeli. Ojciec wciąż gadał z menadżerem, a matka robiła rosół dla hipisów.
   - O czym? – spytał Krist.
   - „Zgwałć mnie. Zgwałć mnie, przyjacielu.” – zacytowała Mia.
   - Zamknij się, siostrzyczko – warknąłem.
   - Wiesz Ludwik, dla ciebie wszystko, ale tego się nie podejmę – zażartował Krist.
Krick wyglądał na nieźle zszokowanego. Świetnie. Nazywam się Ludwik i właśnie wszyscy mają mnie za psychopatę-geja.
Moja siostra zaczęła gadać, a ja starałem się jej nie udusić. Mówiła, że w tej piosence chodziło chyba o fałszywą przyjaźń lub o zły świat i inne pierdoły. Zespół jej słuchał z zaciekawieniem. Tylko Czarna Mamba podniósł brwi i miałem wrażenie, że też nie wierzy w te brednie.
Drogi Kurcie, daj mi siłę, żeby jej nie przywalić.
   - Piosenka o gwałcie to piosenka o gwałcie. Nie wymyślaj jakiś z dupy wziętych rzeczy. Nie jestem jakimś artystą, żeby pisać takie przenośnie. To wołania gwałconej dziewczyny. „Będziesz cuchnął i płonął.” Można to tłumaczyć „I tak w końcu dostaniesz za swoje.” Zaraz wracam – powiedziałem i wstałem.
Miałem wielką ochotę uderzyć moją siostrę za te bezsensowne wykłady. Teraz mają mnie za jakiegoś debila.
Wyszedłem z kuchni i ruszyłem na piętro. W żadnym konkretnym celu. Tylko żeby się uspokoić, bo w tym momencie byłem strasznie zły. Bo jakbyście się czuli, gdyby ktoś wyjął na światło dzienne jedną z waszych osobistych rzeczy. To przypomina ten moment, gdy jesteście na spotkaniu rodzinnym, a matka mówi, że już macie zmazy nocne. Czuje się podobnie. Jako muzyk chyba mam prawo grać po nocach. Mia jako siostra muzyka ma obowiązek dotrzymać tajemnicy co i o czym gram.
Wkroczyłem do mojego pokoju i położyłem się na łóżku, tak że nogi wciąż miałem na ziemi. Zacząłem bawić się rogiem kołdry i liczyłem do sześćdziesięciu. Za długie siedzenie tutaj mogło sprawić, że  zaczęliby coś podejrzewać. Jednak liczenie w tym momencie było zbyt trudne i wręcz nie do zrobienia.
Popatrzyłem na sufit. Nad moim łóżkiem była powieszona kartka z napisem „Nikt z nas nie umiera jako dziewica. Życie pierdoli nas wszystkich.” wymalowanym czarną farbą. Nawet było widać smugi grubego pędzla. Przeczytałem napis z lekkim uśmiechem i pomyślałem o tym, że mam dołączyć do tego zespołu. Chyba wybłagam o wepchnięcie kilku wesołych piosenek i będzie dobrze. Właściwie dostałem jakąś szanse. Gram w bardzo sławnym zespole. Zespole, który brzmi jak punk gwałcony przez mocny metal. Dodam tam trochę grugne’u i weselszych nut. Oto mój nowy cel. Może nie zostanie osiągnięty, ale będę próbował. Zapewne tysiące zabiłoby za taką szanse, a dostałem ją ja. Nawet nie poszedłem na ten casting. Muszę to wykorzystać w stu procentach.
Wstałem przypominając sobie, że wszyscy czekają na dole. Zbiegłem po schodach, wszedłem do kuchni i usiadłem na swoim poprzednim miejscu. Menadżer zniknął. Tak samo jak i ojciec.
   - Dobrze, że jesteś. Twoja siostra zabrała mi przyjaciela i czuje się trochę samotny – rzekł Shavo udając smutnego.
   - Po prostu jesteś mniej atrakcyjny – zaśmiał się Lars, który jeszcze przed chwilą wesoło rozmawiał z moją siostra.
   - Co tam im opowiadałaś, niewiasto? – spytałem.
Lekki gniew już prawie całkiem mi przeszedł.
   - No ciekawych rzeczy się dowiadujemy – powiedział Krick z uśmiechem.
Chyba już mi wraca.
   - Mówiłam im tylko o tym jak próbowałeś i nadal próbujesz przerzucić mnie da „dobrą stronę mocy”.
   - Po prostu uważam, że te spódniczki są za krótkie, a buty za wysokie – odparłem.
   - Mi tam się podoba – powiedział Krist zmysłowym (aż ciarki przechodzą) głosem i pogładził rude włosy Mii.
   - Łapy precz, niewyżyty pedofilu – warknąłem i zrzuciłem jego ręce.
   - Krist, związki kazirodcze nie są tutaj dozwolone – powiedziała miło moja mama nalewając rosół do sześciu misek.
   - Wybacz, ciociu. Poczekam aż Mia dorośnie – odrzekł równie miłym głosem.
Na twarzy mojej siostry zakwitł dorodny rumieniec, dlatego szybko zakryła ją dłońmi. Dopiero teraz zauważyłem, że jej paznokcie były pomalowane w pastelowych odcieniach błękitu, różu i fioletu.
   - Krist… - jęknęła moja siostra we własne ręce.
   - Och żartuje, Mia. Tak naprawdę lecę na twojego brata, ale on nie odwzajemnia moich uczuć – westchnął.
Czemu ja przyjaźnie się z tym idiotą? Dobrze, że moja mama właśnie zanosi hipisom zupę.
   - Możesz pomarzyć, geju – powiedziałem pokazując mu język.
   - Udaje takiego niedostępnego – zamruczał. Wstał i stanął obok mnie lekko gładząc moje lewe ramię.
   - Zaraz staniesz się główną postacią piosenki o bolesnej śmierci – warknąłem, ale on tylko się zaśmiał.
Rozmawialiśmy razem jeszcze chwilę. Nawet Blaze wtrącił się kilka razy. Myślę, że po prostu musi się do mnie przyzwyczaić  i zaczniemy normalnie rozmawiać. Zaproponowałem im ciasto. Dziś tylko śliwkowe. Tylko Czarna Mamba odmówił, mówiąc, że już jadł. Gadaliśmy na różne tematy. Nawet zahaczyliśmy o toalety w centrach handlowych. Jednak po jakimś czasie odezwał się Krick:
   - Już dochodzi trzecia. Musimy się zbierać.
   - Ta. To do zobaczenia, El – rzekł Shavo z uśmiechem i już zmierzał do drzwi kuchni.
   - Jaki El? – zapytałem.
El? To mam być ja?
Krick zaśmiał się wraz z Larsem.
   - Wczoraj zapomnieliśmy twojego imienia, i jedyne co pamiętaliśmy to to, że zaczyna się na L. Tak więc mówiliśmy „ten na L”. W końcu samo „L”, aż wyszło „El”. No i chyba już zostaniesz „El”. Oto ta krótka historia – wytłumaczył Lars.
Najgorsze przezwisko, jakie mogli mi stworzyć. Ludzie mówili mi już Rudy, Ron, Ludwig, a nawet Beethoven, ale El to już przesada.
Krist zaśmiał się, zapewne widząc moją minę.
   - Przyzwyczaisz się, El – rzekł zielonowłosy, po czym wszyscy wyszli.
I po minucie już odjeżdżali czarnym autem. Muszę przyznać – są nawet fajni. Nawet mogę powiedzieć, że trochę czekam, aż z nimi zamieszkam.

1 komentarz:

  1. Boziuuuuuu, jak ja Cie kocham Twoje opowiadanie też. Warto czekać na co miesięczną notke.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

SZABLON