TO NIE TAK, ŻE ZAPOMNIAŁAM O DODANIU ROZDZIAŁU NA CZAS!
- Ciociu, mogę zostać do szesnastej? –
spytał słodko Krist.
To, że nazywa moją matkę ciocią, robi się nieco niepokojące. Właściwie nasi
rodzice praktycznie się nie znają. Widzieli się kilka razy. W końcu mój ojciec
uczy w naszym liceum. Uczy chemii. Dobrze, że mamy jeszcze jednego nauczyciela
od tego przedmiotu. Głupio byłoby, żeby uczył mnie mój własny ojciec. Głupio,
że mój ojciec uczy w moim liceum. Wie chyba o wszystkich moich zagrożeniach i
zerwaniach z lekcji. Dodatkowo może w każdej chwili wziąć dziennik mojej klasy
i wszystko posprawdzać. Jedynym plusem jest to, że zawsze mogę do niego iść po
pieniądze, jedzenie czy co tam chce. No i nauczyciele trochę ulgowo mnie
traktują. To jest wielki plus.
- Oczywiście, kochanie – A do mnie to
tak nie mówi!
Moja mama doskonale wie, że ojciec Krista akurat o szesnastej idzie do pracy,
więc cudownie się miną. Mój przyjaciel często przesiaduje u nas do szesnastej,
później wraca do domu. Jego ojciec wraca dość późno, więc Krist już wtedy śpi.
Jeśli w ten dzień ma wykłady, to na nie idzie. Jeśli nie, to po prostu zabiera
mnie ze szkoły i u nas siedzi. Właśnie zaczął pierwszy rok studiów i jest
niezwykle zadowolony z tak dużej ilości wolnego czasu. Nie to co ja.
- Cieszysz się, bądź wyrażasz
jakikolwiek entuzjazm? – spytał mnie Lars pochylając się w moją stronę.
Jakoś wszyscy byli zajęci swoimi sprawami. Ojciec rozmawiał z menadżerem przy
tym mierząc go swoim przenikliwym wzrokiem. Matka gadała z Kristem o jego
studiach. Krick rozmawiał z Blazem, choć trudno to było nazwać rozmową.
Mruczeli coś cicho. Jeśli się nie mylę, to rozmawiali o jakieś okładce. Może
książki? Nie wiem. Za to Shavo dyskutował z Larsem. Dobrze, że w pomieszczeniu
była parzysta liczba osób, bo ja spokojnie mogłem przegrywać z siostrą
pokazując papier.
- Na swój własny i dziwny sposób –
powiedziałem z pokerową twarzą, na chwilę zaprzestając grać. Nie wiem, czy
kiedykolwiek z nią wygram.
Zielonowłosy parsknął śmiechem.
- Nie wyglądasz na zbytnio
szczęśliwego.
- Nadal trzymam się tego, że ta muzyka
nie jest w moim stylu. Za dużo mroku – wzruszyłem ramionami.
- Lepiej pisać piosenki o gwałcie,
prawda? – powiedziała sarkastycznie Mia.
- O czym ty mówisz? – niezbyt
rozumiałem.
- Kilka dni temu całą noc słyszałam
twoje jęki i gitarę. „Zgwałć mnie. Zgwałć mnie, przyjacielu.” Tak fałszowałeś,
że nie mogłam spać. Głosu to ty nie masz – burknęła.
Nie rozumiesz sztuki, młoda niewiasto.
W dodatku robisz mi wstyd. Zapewne Lars i Shavo myślą, że jestem gejem, bo moja
siostra źle przekazała tekst.
- Ty piszesz piosenki? – zdziwił się
Lars.
- Lepiej spytać, czemu pisze o gwałcie
– zaśmiał się Shavo.
Jak na znak, Krick, Blaze i Krist obrócili się. Rodzice na szczęście tego nie
słyszeli. Ojciec wciąż gadał z menadżerem, a matka robiła rosół dla hipisów.
- O czym? – spytał Krist.
- „Zgwałć mnie. Zgwałć mnie,
przyjacielu.” – zacytowała Mia.
- Zamknij się, siostrzyczko –
warknąłem.
- Wiesz Ludwik, dla ciebie wszystko,
ale tego się nie podejmę – zażartował Krist.
Krick wyglądał na nieźle zszokowanego. Świetnie. Nazywam się Ludwik i właśnie
wszyscy mają mnie za psychopatę-geja.
Moja siostra zaczęła gadać, a ja starałem się jej nie udusić. Mówiła, że w tej
piosence chodziło chyba o fałszywą przyjaźń lub o zły świat i inne pierdoły.
Zespół jej słuchał z zaciekawieniem. Tylko Czarna Mamba podniósł brwi i miałem
wrażenie, że też nie wierzy w te brednie.
Drogi Kurcie, daj mi siłę, żeby jej nie przywalić.
- Piosenka o gwałcie to piosenka o
gwałcie. Nie wymyślaj jakiś z dupy wziętych rzeczy. Nie jestem jakimś artystą,
żeby pisać takie przenośnie. To wołania gwałconej dziewczyny. „Będziesz cuchnął
i płonął.” Można to tłumaczyć „I tak w końcu dostaniesz za swoje.” Zaraz wracam
– powiedziałem i wstałem.
Miałem wielką ochotę uderzyć moją siostrę za te bezsensowne wykłady. Teraz mają
mnie za jakiegoś debila.
Wyszedłem z kuchni i ruszyłem na piętro. W żadnym konkretnym celu. Tylko żeby
się uspokoić, bo w tym momencie byłem strasznie zły. Bo jakbyście się czuli,
gdyby ktoś wyjął na światło dzienne jedną z waszych osobistych rzeczy. To
przypomina ten moment, gdy jesteście na spotkaniu rodzinnym, a matka mówi, że
już macie zmazy nocne. Czuje się podobnie. Jako muzyk chyba mam prawo grać po
nocach. Mia jako siostra muzyka ma obowiązek dotrzymać tajemnicy co i o czym
gram.
Wkroczyłem do mojego pokoju i położyłem się na łóżku, tak że nogi wciąż miałem
na ziemi. Zacząłem bawić się rogiem kołdry i liczyłem do sześćdziesięciu. Za
długie siedzenie tutaj mogło sprawić, że zaczęliby coś podejrzewać. Jednak liczenie w
tym momencie było zbyt trudne i wręcz nie do zrobienia.
Popatrzyłem na sufit. Nad moim łóżkiem była powieszona kartka z napisem „Nikt z
nas nie umiera jako dziewica. Życie pierdoli nas wszystkich.” wymalowanym
czarną farbą. Nawet było widać smugi grubego pędzla. Przeczytałem napis z
lekkim uśmiechem i pomyślałem o tym, że mam dołączyć do tego zespołu. Chyba
wybłagam o wepchnięcie kilku wesołych piosenek i będzie dobrze. Właściwie
dostałem jakąś szanse. Gram w bardzo sławnym zespole. Zespole, który brzmi jak
punk gwałcony przez mocny metal. Dodam tam trochę grugne’u i weselszych nut.
Oto mój nowy cel. Może nie zostanie osiągnięty, ale będę próbował. Zapewne tysiące
zabiłoby za taką szanse, a dostałem ją ja. Nawet nie poszedłem na ten casting.
Muszę to wykorzystać w stu procentach.
Wstałem przypominając sobie, że wszyscy czekają na dole. Zbiegłem po schodach,
wszedłem do kuchni i usiadłem na swoim poprzednim miejscu. Menadżer zniknął.
Tak samo jak i ojciec.
- Dobrze, że jesteś. Twoja siostra
zabrała mi przyjaciela i czuje się trochę samotny – rzekł Shavo udając
smutnego.
- Po prostu jesteś mniej atrakcyjny –
zaśmiał się Lars, który jeszcze przed chwilą wesoło rozmawiał z moją siostra.
- Co tam im opowiadałaś, niewiasto? –
spytałem.
Lekki gniew już prawie całkiem mi przeszedł.
- No ciekawych rzeczy się dowiadujemy
– powiedział Krick z uśmiechem.
Chyba już mi wraca.
- Mówiłam im tylko o tym jak próbowałeś
i nadal próbujesz przerzucić mnie da „dobrą stronę mocy”.
- Po prostu uważam, że te spódniczki
są za krótkie, a buty za wysokie – odparłem.
- Mi tam się podoba – powiedział Krist
zmysłowym (aż ciarki przechodzą) głosem i pogładził rude włosy Mii.
- Łapy precz, niewyżyty pedofilu –
warknąłem i zrzuciłem jego ręce.
- Krist, związki kazirodcze nie są
tutaj dozwolone – powiedziała miło moja mama nalewając rosół do sześciu misek.
- Wybacz, ciociu. Poczekam aż Mia
dorośnie – odrzekł równie miłym głosem.
Na twarzy mojej siostry zakwitł dorodny rumieniec, dlatego szybko zakryła ją
dłońmi. Dopiero teraz zauważyłem, że jej paznokcie były pomalowane w
pastelowych odcieniach błękitu, różu i fioletu.
- Krist… - jęknęła moja siostra we
własne ręce.
- Och żartuje, Mia. Tak naprawdę lecę
na twojego brata, ale on nie odwzajemnia moich uczuć – westchnął.
Czemu ja przyjaźnie się z tym idiotą? Dobrze, że moja mama właśnie zanosi
hipisom zupę.
- Możesz pomarzyć, geju – powiedziałem
pokazując mu język.
- Udaje takiego niedostępnego –
zamruczał. Wstał i stanął obok mnie lekko gładząc moje lewe ramię.
- Zaraz staniesz się główną postacią
piosenki o bolesnej śmierci – warknąłem, ale on tylko się zaśmiał.
Rozmawialiśmy razem jeszcze chwilę. Nawet Blaze wtrącił się kilka razy. Myślę,
że po prostu musi się do mnie przyzwyczaić
i zaczniemy normalnie rozmawiać. Zaproponowałem im ciasto. Dziś tylko śliwkowe.
Tylko Czarna Mamba odmówił, mówiąc, że już jadł. Gadaliśmy na różne tematy.
Nawet zahaczyliśmy o toalety w centrach handlowych. Jednak po jakimś czasie
odezwał się Krick:
- Już dochodzi trzecia. Musimy się
zbierać.
- Ta. To do zobaczenia, El – rzekł
Shavo z uśmiechem i już zmierzał do drzwi kuchni.
- Jaki El? – zapytałem.
El? To mam być ja?
Krick zaśmiał się wraz z Larsem.
- Wczoraj zapomnieliśmy twojego
imienia, i jedyne co pamiętaliśmy to to, że zaczyna się na L. Tak więc
mówiliśmy „ten na L”. W końcu samo „L”, aż wyszło „El”. No i chyba już
zostaniesz „El”. Oto ta krótka historia – wytłumaczył Lars.
Najgorsze przezwisko, jakie mogli mi stworzyć. Ludzie mówili mi już Rudy, Ron,
Ludwig, a nawet Beethoven, ale El to już przesada.
Krist zaśmiał się, zapewne widząc moją minę.
- Przyzwyczaisz się, El – rzekł
zielonowłosy, po czym wszyscy wyszli.
I po minucie już odjeżdżali czarnym autem. Muszę przyznać – są nawet fajni.
Nawet mogę powiedzieć, że trochę czekam, aż z nimi zamieszkam.
Boziuuuuuu, jak ja Cie kocham Twoje opowiadanie też. Warto czekać na co miesięczną notke.
OdpowiedzUsuń